Prześlij dalej:

Wrócił jeden z dyżurnych samograjów, czyli handel w niedzielę. Firmowy przedstawiciel gatunku, obozy już się potworzyły, wyświechtane argumenty fruwają w powietrzu i wiadomo, że znów nie będzie z kim pogadać. Ostatnio napisałem tekst o sekcie antyszczepionkowców, z którego nie wyjąłbym jednego przecinka, przy całej mojej antypatii i nieufności do koncernów farmaceutycznych, i się dowiedziałem, że „nie jestem w temacie”. Jak czytam albo słyszę, że „nie jestem w temacie”, to od razu widzę charakterystycznego jegomościa z przysadzistym zadkiem, który w szkole miał trzy ze wszystkiego prócz WF, ale teraz to by satelitę zbudował. Najbardziej mnie bawią te klasyczne skróty myślowe.

Na przykład jak coś jest zdrowe i naturalne, to ono zawsze jest lepsze od jakiejś tam chemii. Dokładnie tą drogą poszły „szwagry”, które mnie przekonywały, że przemywanie oczu noworodka mlekiem matki, to fantastyczna metoda. Z całą pewnością, ale jak mucha, a nie rzeżączka, czy inna zaraza wpadnie do oka. Taki sam gatunek błyskotliwych myślicieli, którzy „są w temacie” ustawia się w blokach, gdy powraca temat handlu w niedzielę. Jedni nie i koniec, drudzy tak, bo tak. Pomijam klasyczny spór liberałów z socjalistami, na co szkoda zdrowia i od razu przechodzę do zdrowego rozsądku. Moje myślenie o handlu w niedziele ulegało ewolucji, kiedyś zdecydowanie opowiadałem się za zakazem, potem za kompromisem, teraz w ogóle mi się nie chce za to umierać i prawdę powiedziawszy średnio chce pisać. Dlatego nie będę pisał o tym, czy zakazywać handlu, czy nie zakazywać, bo to jest dylemat postawiony idiotycznie.

Zastanówmy się nad czymś zupełnie innym. Czy istnieją Polacy, którzy chcą pracować w niedzielę i tacy, którzy nie chcą? Czy istnieją Polacy, którzy chcą robić zakupy w niedzielę i tacy, którzy dzień święty święcą? Z całą pewnością są tacy i tacy, w dodatku z tego co słyszę i widzę po sondażach, Polacy podzielili się mniej więcej po połowie. Skoro jest zapotrzebowanie na jedno i drugie, to trzeba postawić kolejne pytanie. Czy można zmuszać Polaków do pracy w niedzielę? Moja odpowiedź – w żadnym wypadku! Człowiek nie bydlę, mam prawo żyć jak człowiek i nic mnie nie obchodzą liberalne refreny na nutę społecznego darwinizmu, ale zadam pytanie drugiej strony. Czy można Polaków zmuszać, aby nie pracowali w niedzielę? Nie wiem jak inni, ale sam znam całą armię, która chętnie zamieniłaby piątek lub sobotę na niedzielę. Skoro nie można zmuszać do roboty, to nie można też zmuszać do wolnego.

Identycznie sprawy się mają z kupowaniem, nikt nikogo nie może wypędzić do galerii w niedzielę, ale głupim jest też odmawianie ludziom rodzinnych zakupów, zwłaszcza tym, którzy od poniedziałku do soboty harują. W takim razie czas na ostanie pytanie. Co to tak naprawdę przepisy mają regulować? W zasadzie nic, poza jednym, jedynym obszarem. Nakazu i zakaz kupowania w obecnych realiach to tylko gdybanie, ale nakaz pracy w niedzielę jak najbardziej istnieje i tę kwestię należy uregulować. Jak? Bardzo prosto, zapisać w kodeksie pracy, że niedziele są dniem wolnym od pracy i żadnego pracownika do roboty w tym dniu zmuszać nie można. Reszta sama się wyreguluje, bo ludzie, a zwłaszcza Polacy nie są głupi, tylko zaradni. Nie zmuszać do pracy w niedzielę, nie znaczy zabraniać.

Znajdzie się multum ludzi, studentów i innych, którzy w niedzielę chętnie popracują, żeby zarobić na piątkową imprezę albo najmodniejsze gumiaki. Znajdzie się też sporo pracowników na stałe zatrudnionych, którzy albo z przyjemnością przyjdą do pracy za podwójną stawkę albo z chęcią zmienią się z kolegą lub koleżanką na inny dzień, jaki im tam pasuje. Tak by to z grubsza wyglądało i zamiast prowadzić idiotyczną dyskusję o wszystkich zakazach, wystarczy wykasować jeden przymus i jest po problemie… prawie. Pozostaje jeszcze problem polityczny.

Cała rzecz rozbija się o postulaty „Solidarności” i nikomu nie trzeba tłumaczyć, że PiS na wojnę z drugim Dudą nie pójdzie, ale moja skromna propozycja nie jest jakimś kompromisem dla „Solidarności” tylko pełnym sukcesem. Zakaz zmuszania pracowników do pracy w każdą, nie co drugą niedzielę, zamyka i tę kwestię. W dodatku PiS nie pakuję się między wódkę i zakąskę, czyli zwolenników i przeciwników handlu, którzy w tym przypadku wcale nie dzielą się na lemingi i mohery. Tekst miałem przewrotnie opublikować w niedziele, bo sam od kilku lat pracuję świątek piątek, ale nie chce dolewać oliwy do ognia, ani mleka do oczu, piszę w piątek i oddaję gratis, ku rozwadze społecznej i politycznej.

6
13627 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

18 (liczba komentarzy)

  1. Ja w niedzielę często chodzę na zakupy...

  2. avatar

    E tam. Wiesław Michnikowski umarł.

  3. Pani Lukrecjo

    Kolejny raz chylę czoła.

    Umarł ktoś Wielki. To Jemu powinienbyć poświęcony ten codzienny wpis.

    Michnikowski sprawiał, że życie było i jest piękne, miast tego rozważania o kupie, na którą i tak nie mamy Żadnego Wpływu.

    Pan Wiesław Michnikowski i uczczenie Jego Pamięci - TO JEST WPIS godny MK

  4. avatar

    Nikt już nie napisze, żałoba będzie cicha.

    Krzywda nam się stała straszna. Pozostały produkcje obecnych „gwiazd” najwyższej klasy, płakać się chce.

    Ale nowe pokolenia oglądając "gwiazdy" będą uważały że obcują ze sztuka.

     

  5. Pani Lukrecjo

    Poczucia "estetyki" się nie przeskoczy, ale można "Ją" kreować.

    W ramach kreacji dostaliśmy "Marylę" w duecie z Zenkiem Martyniukiem, a później...

    Szkoda klawiatury.

    Pan Wiesław dołączył do mojej, prywatnej listy osób, którym zapalam świeczkę pod Krzyżem.

    Ta lista jest co raz dłuższa, więc chyba się bardzo starzeję.

    PS:

    Mój dwuletni syn też będzie o Nim pamiętał. Zadbamy o to, i ja i moja Pani, od zawsze zakochana w Panu Wiesławie Michnikowskim.

    Wielki człowiek - wielka Pamięć.

    Niski ukłon.

  6. Pomysł jak najbardziej godny poparcia. Obiema "ręcyma" jestem za, ale... . Kilkadziesiąt lat już stąpam po tym padole i widzę realia jakie panują "na dole" - wśród szarych robotników". Prosty przykład z mojego podwórka: ludziska zaiwaniają w systemie czterobrygadowym i chcąc nie chcąc - muszą pracować weekendy. Natomiast tym zatrudnionym w - teoretycznie - pięcio dniowym systemie pracy, wręcza się przed weekendem karty ze "zgodą na pracę w dni wolne". Ot, amerykancka korporacyja. Jak to ugryziesz, kiedy oni ciągle tłumaczą się "szczególną potrzebą Pracodawcy" ?

  7. X

  8. Witam wszystkich! Mam do ciebie Piotrze wielki szacun ale bardzo proszę byś wykazał równoważnik miedzy słowem "NAKAZUJE" a "NIE ZABRANIA".  

    Mam wrażenie, że w drugim masz wybór a w pierwszym nie ma wyboru.

     

  9. W niedzielę nie pracuję. Dla zasady. Ciężko pracuję cały tydzień - więc chcę odpocząć choć trochę.

    ...ale czasem trzeba... są sytuacje, kiedy taki "zakaz" trzeba złamać. Ale jeśli w niedzielę zakasuję rękawy, robię to z własnej, nieprzymuszonej woli. Bo ktoś potrzebuje, bo jakaś ważna sprawa nie może czekać do poniedziałku, bo chodzi o czyjeś zdrowie.

    Każdy powinien mieć wybór. A nie: zakazy, nakazy i przymusy.

  10. avatar

    Niestety, szanowny Autor za mało poznał realia życia szaraczków i ich możliwości wyboru, nie mówiąc o sile negocjacyjnej. Handel w niedzielę to nie tylko praca na kasie w hipermarkecie. Np producenci samochodów organizują po kilkanaście razy w roku różnego rodzaju "wyprzedaże" "dni otwarte" itp bzdety, a pracownicy salonu w pełnym składzie czekają w gotowości, aż znudzone rodzinki popstrykają do woli przełącznikami, potrzaskają  drzwiami i zjedzą do końca przygotowane na to "święto" ciasteczka. Oczywiście można "negocjować" z pracodawcą i iść potem na kasę do Biedronki. 

  11. Ja bym wprowadził zakaz niedzielnego handlu, bo obawiam się, że to europejscy-pierwszej-prędkości-wyzyskiwacze każą siedzieć na kasach tym, którzy nie bardzo mogą odmówić.

    Ale ten problem, choć tak popularny w mediach to drobiazg.  Do sklepu w niedzielę chodzę, bo jest, ale bez problemu mógłbym inaczej zaplanować i załatwić zakupy w inny dzień.  A weźmy to, czego zaplanować czasem się nie da: wizyta u lekarza.  Toż w mojej mieścinie zamknięte na amen, a kto poznał co to SOR, to poczeka z umieraniem do poniedziałku.  Dlaczego ten temat jest w debacie publicznej kompletnie nieobecny?

  12. To akurat prawda. Parkingi przy szpitalach są w wykend całkiem puste. Szpital zapada w dwudniowy sen. Dwóch lekarzy na wykendowym dyżurze miota się po gigantycznym budynku. Wykend jest święty w instytucjach państwowych oprócz uczelni wyższych.

  13. XXI w - mamy mieć więcej czasu dla siebie bo!!; mamy komórki ,tablety ,internetowe konta bankowe ,płatności online,zakupy przez internet, do tego zmywarki, pralki ,odkurzacze automatyczne ,cateringi,audiobooki ,nawadnianie ogrodów ,kosiarki z GPS ...i WY kurwa nie macie czasu zrobić zakupów od poniedziałku do soboty .Pierdolone markety, jak by płaciły uczciwie podatki w Polsce to sami by odpuścili niedziele .Traktowanie dostawców przez duże sieci to gorsze od mafii ,jakość sprzedawanych produktów to jeden wielki przekręt a terminy płatności to 90 dni darmowego kredytowania skurwieli .
    Znajoma pracująca w markecie stwierdziła ,że jak w niedzielę jest "ŚWIĘTO"to w sobotę są bardzo duuużee wzrosty obrotów ,tak jak by był "koniec świata ".
    Jak trzeba załatwić coś w urzędzie to jakoś "dajemy radę "załatwić co trzeba w 5 dni tygodnia .Mieszkam obok prywatnej przychodni ,która na początku była czynna też w sobotę .Parking w soboty był nabity na maksa .Gdy od pewnego czasu w soboty jest nie czynne ...kurwa !! cuda i dziwy przestali nagle chorować .
    Zrobić tylko tzw niedziele "palmowe' i starczy .Ludzie przestali spotykać się z sąsiadami ,wszyscy "gonią" jak popierdzieleni .Jak wyskoczy awaria w niedzielę np w łazience to jedziemy po silikon do CASTORAMY ,zamiast pójść do sąsiada .
    Nie nie nie jeszcze raz NIE ! dla niedzielnego handlu w marketach .

  14. avatar

    >>>>>>>Nie nie nie jeszcze raz NIE ! dla niedzielnego handlu w marketach . <<<<<

    Dajmy szansę małym, rodzinnym POLSKIM sklepikom, nie zatrudniającym siły najemnej. Jak będą pracować w niedzielę to poniedziałek będą mieli wolny.

    Bez żadnego przymusu.

  15. "...Znajdzie się multum ludzi, studentów i innych, którzy w niedzielę chętnie popracują, żeby zarobić na piątkową imprezę albo najmodniejsze gumiaki. Znajdzie się też sporo pracowników na stałe zatrudnionych, którzy albo z przyjemnością przyjdą do pracy za podwójną stawkę ..."

     Tak wlasnie jest (jak pisze MK) w Kanadzie i USA. Pozdrawiam. 

  16. Najwięcej krytyki leje się ze strony takiej np. nowoczesnej. Rysiek ze skóry wychodzi aby torpedować pomysł. Niech ktoś spróbuje zrobić zakupy w niedzielę w Holandii albo Niemczech,Belgii - nawet w Anglii sklepy czynne sa do 14. To wycie jest polecone przez zachodnich właścicieli tych sklepów właśnie - u siebie w kraju nieczynne ale na prowincjonalnej Polsce jak najbardziej bo towar gorszy a jednocześnie droższy. Interes musi się kręcić. 

  17. Aby sie pomądrzyć, przedłożę pewien aspekt zagadnienia:

    Sklepy poza centrami handlowymi- nawet na głównych ulicach dużych miast- zwykle są zamkniete w niedzielę- oprócz spożywczaków, niekiedy małych, prywatnych lub franczyzowych. A więc handel niedzielny, to na ogół handel wielkopowierzchninowy W tych sklepach wielkopowierzchniowych latem przy dobrej pogodzie, w weekend, są dramatyczne pustki- widzę to np w moim prasłowiańskim Gdańsku- pewnie ludzie wolą smazyć się na plażach i grillować. Jesienią- zimą odwrotnie: w weekendy sklepy wielkopowierzchniowe i galerie pękają w szwach.

    Rozumiecie teraz? Sukces handlu wielkopowierzchniowego to konsekwencja naszego klimatu- przez pół roku tam właśnie dostępne są wielkokubaturowe przestrzenie, ciepłe i jasno oświetlone. Ludzie idą do hipermarketu, ale też posiadują w barach, cukierniach itp. Dzieci biegają, bawią się na elektrycznych samochodach, mają animacje organizowane przez centra handlowe. Są place zabaw pod dachem.

    W Gdyni miłośnicy miasta pomstują, że wielkopowierzchniowy moloch "R....ra" odciągnął handel z ul Świętojańskiej. Wyobraźmy sobie wobec tego tegoroczną sobotę 18 listopada (będzie taka): pewnie +4stopnie, ciągła mżawka, zmrok zapada gdzieś niewiele po czwartej. I co? Miałby ktoś w takiej aurze szlifować trotuary ul Świętojańskiej? Z 4 letnimi dziećmi?

    O takich aspektach sprawy należało mysleć strategicznie i dawno temu. Czemu hale widowiskowo-sportowe budowane kosztem wysokich kredytów przez samorządy, służą tylko występom komercyjnych szansonistów i rozgrywkom chujowych drużyn? Czemu nie są elementem kompleksów, w których możliwy jest wydajny, choć kameralny (rodzinny) handel i gastronomia, a miejsca te służą by pokicać, spotkać się ze znajomkami, połazić bez kaptura lub parasola późną jesienią lub wczesną wiosną. Miejsca takie, gdzie ludzie (poprzez samorząd) są gospodarzami, a market gościem. Miejsca, które sa otwarte w niedzielę, mimo że sklep w nim funkcjonujący byłby akurat zamknięty.

    Taki mamy klimat, bez żartów

     

  18. Od zakazów i nakazów wolę "zdrowy rozsądek". W niedziele i święta nie pracuję, a w pozostałe dni tygodnia także mam wolne. W przyszłości, tak jak dzisiaj ja, będzie miała większość. Proponuję, by już dzisiaj napisać podania o pracę w niedzielę.