I ty zostaniesz pedofilem - czyli co może #kasta

Prześlij dalej:

 

Napisałem zamieszczony niżej list, trzy lata temu i wysłałem do redakcji wielu gazet. Opublikował go jedynie Najwyższy Czas. Przypomnijcie sobie jaka była wtedy sytuacja. Prezydentem Polski był Bronisław Komorowski herbu Szczynukowicz, premierem rządu był Donald Tusk – więcej opisywać nie muszę: „Jaki koń jest każdy widzi” nawet dziś. W mediach głównego nurtu królowała propaganda sukcesu i cyniczna nagonka na wszystko co polskie, zwłaszcza na polskie rodziny. Zjawisko masowego odbierania dzieci naturalnym rodzicom i przekazywanie ich pod opiekę prywatnym lub państwowym, krajowym bądź zagranicznym biznesom qwasi-wychowawczym narastało z każdym dniem i dopiero rząd PiS zatrzymał to szaleństwo. Kradzież dzieci przez funkcjonariuszy zmutowanych instytucji teoretycznego POpaństwa zawsze była przedstawiana w mediach jako coś usprawiedliwionego i zupełnie naturalnego, zwłaszcza w odniesieniu do tzw „Rodzin patologicznych”. Niestety moja rodzina też została uznana za patologczną i tym samym pozbawioną jakichkolwiek praw, przez Jarosława R. funkcjonariusza skierniewickiego GESTA... to znaczy MOPR-u.

Pojęcie „Nadzwyczajana Kasta Ludzi” wówczas jeszcze nie zostało publicznie wypowiedziane, ani spopularyzowane tak jak dziś, kiedy to się okazuje, że to zgraja żałosnych, drobnych złodziejaszków kradnących pendrajwy, majtki, buty i cukierki w spożywczaku, lub ich potomkowie, którzy za podstawę prawną swoich działań skłonni są uznawać anonimowe donosy, a za swojego suwerena papierowe książki. E-booki jeszcze chyba nie?

Trzy lata temu nie wiedzieliśmy tyle co dziś, ale już wówczas wszyscy Polacy intuicyjnie wyczuwali istnienie raczej takiej tajnej organizacji... Wszyscy się jej podskurnie obawiali i próbowali przed nią chronić swoją prywatność. Niezbyt to było skuteczne bo nieznany był dokładnie zasięg interesów tej organizacji, jej natura ani struktura. Niektórzy za jej pełnoprawnego członka uważali nawet słynnego seryjnego samobójcę, który wówczas grasował bezkarnie po kraju. Wówczas pewne było tylko to, że coś groźnego czai się w cieniu urzędowych niedomówień i przemilczeń i że nikt, kto do tej kasty nie należy, nie może czuć się spokojny ani o majątek, ani o bezpieczeństwo członków rodziny.

Osobiście też zdawałem sobie sprawę, że nasz polski wymiar sprawiedliwości niedomaga i że Temidzie zdarza się często tylko udawać ślepą, ale długo nie przypuszczałem, że sytuacja jest aż tak patologiczna. Powagę sytuacji uświadomiłem sobie dopiero wiele miesięcy po opublikowaniu tego listu, kiedy to na jednej z licznych rozpraw w skierniewickim sądzie karnym, przed którym stawałem fałszywie oskarżony o tak zwane znieważenie funkcjonariusza MOPR, przewodniczący sędzia Krzysztof Kotynia przyznał się, że zna doskonale słynną sprawę skierniewickiego bajkopisarza-pedofila, ponieważ osobiście w tej sprawie przewodniczył i orzekał.

A powiedział to w momencie, kiedy ten nieszczęsny 60-latek, po odsiedzeniu 2 lat aresztu, został zwolniony i wypuszczony na wolność. Nie będę wykładał tu kawy na ławę i tłumaczył co to oznacza, kto ma rozum niech się domyśla. A teraz mój obiecany list sprzed ponad 3 lat:

List od Czytelnika: Jak działa gmina

https://nczas.c...

 

Szanowna Redakcjo
Założyłem internetowego bloga ponieważ uznałem, że jest to najlepsza dostępna mi forma pracy organicznej na rzecz podnoszenia wiedzy i standardów etycznych społeczeństwa. W odróżnieniu jednak od większości tego typu inicjatyw, blog mój świadomie ogranicza się do tematyki wyłącznie lokalnej. Nie interesuje mnie wielka polityka. Skonstruowany jest w formie undergroundowego biuletynu publikującego felietony komentujące doniesienia lokalnej prasy. Konwencja konspiracji, która miała być w założeniu li tylko formą zabawy i chwytem marketingowym została jednak potraktowana przez odbiorców serio. Przy okazji uratowała mi też tyłek (na jakiś czas…) – ale o tym potem.
Formuła jaką przyjąłem okazała się nadzwyczaj skuteczna. Udało się dotrzeć do świadomości lokalnych elit i wywrzeć realny wpływ na ich światopogląd, a nawet ważne decyzje. Niestety sukces ten ma swoje ciemne strony. Pojawienie się na lokalnym rynku nowego, niezależnego, do tego „zakonspirowanego” medium zostało zauważone i wywołało spory ferment. W lokalnych środowiskach pojawiły się spekulacje dotyczące autorstwa, a nawet listy rankingowe potencjalnych podejrzanych. Miałem z tego niezły ubaw dopóki nie uświadomiłem sobie, że paniczne sprostowania i dementi ogłaszane co i rusz przez podejrzanych o autorstwo mojego bloga VIP-ów (polityków, dziennikarzy lokalnych itd.) świadczą o ogromnym poczuciu zagrożenia z ich strony bardziej niż o braku dystansu do siebie. Sam się przestraszyłem dopiero gdy jeden z liderów tych rankingów – lokalny poeta, bajkopisarz i ponoć trochę dziennikarz – dziwnym zbiegiem okoliczności został oskarżony o pedofilię i aresztowany. Do tej pory był to spokojny, lubiany w otoczeniu i nikomu nie wadzący 60 latek. Obecnie trwa jego proces i nagonka w prasie. Oczywiście po tym aresztowaniu stało się dla wszystkich jasne, że nie może on być sprawcą „podziemnego pisma”, które nadal działa w najlepsze, więc biedak natychmiast wypadł ze wspomnianych rankingów. Oczywiście nic mu to nie pomogło w sprawie oskarżeń o pedofilię. Mi pomogło jednak zrozumieć zagrożenia jakie czyhają również na mnie i na moją rodzinę. W końcu ustalenie adresu IP i personaliów internauty to dziecinna fraszka dla przeciętnego nawet informatyka, o wyspecjalizowanych służbach już nie wspominając. No i jak na potwierdzenie moich obaw wkrótce zapukali do drzwi mojego domu funkcjonariusze MOPR. Weszli do mnie jak do siebie i oskarżyli o znęcanie się nad małoletnimi dziećmi. Jako podstawę swoich działań przywołali anonimowy tajny donos. Po wysłuchaniu zarzutów odmówiłem składania zeznań i poprosiłem o numer sprawy i dostęp do akt. Zostałem wyśmiany i poniżony arogancją, brakiem kultury, oraz niekompetencją tych funkcjonariuszy. Poprosiłem więc ich o opuszczenie mojego mieszkania. Na to próbowano mnie zastraszyć i przymusić do przyznania się do winy groźbą napuszczenia na mnie prokuratora i odebrania dzieci. Nie dałem się sprowokować i uprzedziłem, że złożę na nich skargę w trybie KPA do ich zwierzchników. Po kilku dniach dowiedziałem się, że sąd rejonowy wszczął przeciwko mojej rodzinie sprawę o ograniczenie władzy rodzicielskiej, a prokuratura już prowadzi dochodzenie w sprawie znęcania się nad dziećmi, oraz o znieważenie i naruszenie nietykalności funkcjonariuszy MOPR. Przez ostatnie miesiące wraz z żoną dokładnie poznaliśmy smak upokorzenia, bezradności, zniesławienia i społecznego osamotnienia. Do dziś wraz z żoną trudno nam w to wszystko uwierzyć, chociaż trochę już ochłonęliśmy. Widmo rozbicia naszej rodziny chyba w końcu się oddaliło – dzięki obiektywizmowi i odwadze pani kurator, którą wyznaczył nam sąd – wciąż jednak nad nami wisi. Dziękujemy Bogu że nie zesłał nam jakiejś nawiedzonej genderówy. Wobec fałszywych oskarżeń i pomówień, dotyczących przebiegu wizyty MOPR-ychów w moim mieszkaniu, chyba już jestem bez szans… Zwłaszcza uwzględniając postawę prokuratury.
Piszę do was ponieważ wyczerpały się nam już pomysły jak przed takim barbarzyństwem bronić siebie i rodzinę. Może wam przyjdzie do głowy jakaś dobra dla nas i użyteczna rada?
Mam też prośbę. Proszę o publikację na temat: Czy istnieją jakieś procedury normujące postępowanie urzędników i zabezpieczające przed przemocą instytucjonalną? Czy istnieją obligatoryjne standardy etyczne zabezpieczające ochronę dóbr osobistych, wartości rodzinnych, praw obywatelskich i człowieka? Bardzo by nam pomogła, zwłaszcza przed sądem rzetelna publikacja na ten temat.

SKCGP

0
3401 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Lech G

Autor artykułu: Lech G