Wyrobnicy i intryganci
Rozpoczynając pracę zawodową na początku lat 90. miałem okazję aktywnie współtworzyć proces transformacji ekonomicznej w Polsce. Tworzące się wówczas samorządy lokalne przejmowały zgodnie z zapisami ustawy mienie i zarządzanie sferą gospodarki komunalnej, a więc obejmującej swoim zakresem zaspokajanie potrzeb lokalnych społeczności.
Głównym zadaniem jakie podjęli samorządowcy było przekształcenie sfery gospodarki komunalnej w taki sposób, aby usługi świadczone dotychczas przez państwowe przedsiębiorstwa, podnieść na poziom odpowiadający cywilizowanemu państwu, do jakiego przywykliśmy się zaliczać. Dzisiaj niewielu pamięta jak żałosny poziom usług był oferowany przez przedsiębiorstwa komunikacji miejskiej, utrzymania czystości w mieście, wywozu śmieci czy wodociągów i kanalizacji.
Od samego początku odpowiadałem się po stronie tych, którzy proefektywnościowych zmian upatrywali w demonopolizacji usług komunalnych przez podział dużych monopolistycznych przedsiębiorstw, wprowadzeniu konkurencji w realizacji tych usług poprzez dopuszczenie do rynku prywatnych podmiotów oraz tam gdzie to konieczne w oddzieleniu organizacji usług od ich realizacji. Od początku miałem możliwość współtworzenia i analizowania procesu przekształceń. Obserwowałem nieprzejednane stanowisko związków zawodowych z kwestii demonopolizacji, otwarcia rynku i prywatyzacji. Pamiętam jak związki zawodowe ręka w rękę z dyrekcjami monopolistycznych przedsiębiorstw komunalnych sprzeciwiały się wszelkim próbom podważenia ich dominującej pozycji. Pamiętam neofitów, którzy z „protestantów” występujących przeciwko przekształceniom i prywatyzacji, z czasem, uświadamiając sobie stopień determinacji samorządowców w kwestii urynkowienia usług komunalnych, stawali się żarliwymi wyznawcami rynku, widząc w tym możliwość dalszego awansu zawodowego lub utrzymania się na kierowniczym stanowisku. Pamiętam także metamorfozę tych, którzy od początku legitymizowali przemiany rynkowe, by z czasem, gdy od 1993 r. zaczęto doregulowywać gospodarkę przystosowywali się do nowych trendów, zmieniając się z „szalejących rynkowców” w potulnych urzędników, pozbawionych nie tylko jaj ale i rozumu. Obserwowałem proces prostytuowania koncepcji rynkowej gospodarki komunalnej poprzez zawieranie kompromisów, które w rezultacie wyrządzały tej sferze działalności gospodarczej więcej szkody niż świadczenie ich przez monopolistów. Do dzisiaj obserwuję ze zgrozą proces obsadzania stanowisk kierowniczych osobnikami, którzy jak w filmie Barei są „z zawodu dyrektorem”. Te palanty swoją indolencją potrafią udupić zakład lub zarząd w mieście A, po czym za porozumieniem stron (a jakże!) odchodzą, by już następnego tygodnia przystąpić do konkursu na analogiczne stanowisko w mieście B. W CV pewnie nawet mają referencje. Nikomu w mieście B do głowy nie przyjdzie zadzwonić do swojego kolegi samorządowca z miasta A z pytaniem, kto zacz ten Kowalski. Gładką gadką o niczym (kto tak naprawdę z urzędników z tzw. komisji konkursowej orientuje się w niuansach zarządzania) wygrywają konkursy, bo też i chętnych do zarządzania jednostkami budżetowymi wielu nie ma (wynagrodzenie 4-5 tys. zł na stanowisku dyrektora).
Tych, którzy byli bezpośrednio zaangażowani w proces najpierw reform a potem zarządzania gospodarką komunalną można podzielić na dwie grupy: wyrobników i intrygantów. Ci pierwsi mają koncepcję reform i zarządzania i wdrażają ją z pełnym przekonaniem. Jeżeli posiadają odpowiednie doświadczenie zawodowe i wiedzę, to do pełni szczęścia może brakować tylko odpowiednich kadr, bo w przeregulowanych zakładach i jednostkach budżetowych, za gówniane pieniądze, pracując w charakterze urzędnika a nie menedżera, nikt mający do siebie choć trochę szacunku pracować na dłuższą metę nie będzie. Ci o zacięciu menedżerskim biorą się więc za zlecenia lub pracują na uczelniach, częściej jednak odchodzą, pozostawiając schedę po sobie urzędnikom, którzy zamiast zarządzać administrują, doprowadzając do czarnej rozpaczy klientów usług komunalnych i usługodawców.
Procesowi zamiany zarządców na urzędników sprzyjają intryganci. To mendy albo bez stosownego wykształcenia, albo posiadający formalne wykształcenie kierunkowe, ale reprezentujący najniższy z możliwych poziom kultury osobistej, moralnej i nie posiadający umiejętności praktycznego zastosowania zakutej na studiach wiedzy. To osobnicy potrafiący awansować tylko poprzez demonstrowanie psiej wierności wobec tymczasowych przełożonych, kopanie podwładnych i w odpowiednim czasie wysadzenie swojego pryncypała. Takich skurnali w każdej jednostce liczącej 50-100 osób jest co najmniej kilku. W większych organizmach proporcjonalnie więcej.
PO formując się jako partia polityczna, jeszcze za czasów Olechowskiego i śp. Płażyńskiego, sprawiała wrażenie, że będzie partią formowaną oddolnie, spontanicznie, partią w której ludzie z koncepcjami i umiejętnością wdrażania tych koncepcji będą rej wodzić. Dla mnie osobiście było to o tyle istotne, że partia ta wydawała się być nastawiona zdecydowanie prorynkowo z zacięciem na deregulację gospodarki. Przy socjalistycznym zacięciu PiS i deformacji umysłowej jej prezesa, nie było więc dla mnie alternatywy. Dla jasności, Tuska od początku postrzegałem jako „gładkoustego”, ale premier ma posiadać dar dobierania sobie odpowiednich współpracowników, toteż liczyłem, że będzie dobierał sobie do współpracy ludzi trudnych, ale za to dobrych fachowców, którzy mają koncepcję i wiedzą jak ją zrealizować. Już po wyborach w 2007 r. widząc nędzę programową PO, która zamiast przygotować program z którym zmiotłaby PiS, opublikowała dzieło na poziomie studenta I roku prowincjonalnej uczelni wyższej, zapowiedziałem rodzinie: no, jak teraz to spierdolą to im się dobiorę do dupy na wszelkie możliwe i niemożliwe sposoby.
Ocenianie ludzi po wyglądzie może być krzywdzące. Ale od początku facetów typu Schetyny czy Chlebowskiego miałem za intrygantów. To najgorszy z możliwych typów. Etatowy działacz, jakich pełno nie tylko w partiach ale i np. w PZPN. Oni nie potrafią nic, poza pełnieniem funkcji działacza. W praktyce sprowadza się to do intryg pałacowych, wygrywania swoich przeciwko nieswoim, bez względu na to, że swoi to debile, a nieswoi mają coś sensownego do powiedzenia. A może właśnie dlatego. Debil, nie będąc w stanie nawiązać polemiki merytorycznej intryguje. Teraz PO zafundowała sobie na stanowisku kierowniczym kolejnego bezbarwnego osobnika, za to z całkiem nieźle rozbudzonymi ambicjami. Są też i wyrobnicy, którzy na ołtarzu popularności składają własne nazwisko, firmując coś, co w przypływie dobrego humoru (w przypadku aktualnego rządu) można nazwać reformami. Do nich zaliczam Boniego czy Kopacz, którzy w innych warunkach mogliby pewnie nieźle rozwinąć skrzydła.
Taka sytuacja nie jest tylko charakterystyczna dla PO. Także PiS ma swoich wyrobników (Poncyliusz czy choćby momentami Kowal) i intrygantów (Kurski, Brudziński, Kempa).
Zdaję sobie sprawę, że polityka w dużym stopniu to gra, podstęp, oszustwo i utrzymanie się przy władzy w partii to najczęściej gra nieczysta, nie fair. Ale miałem nadzieję, że partia które nie konsoliduje się wokół wodza, która powstała nawet z samej nazwy jako obywatelska, potrafi odmienić wizerunek polskiej polityki wprowadzając ją na tory państw cywilizowanych, narzucając określone standardy moralne, a przede wszystkim merytoryczne. Tymczasem mamy proces uwodzowienia PO i intryganctwa nie tylko usuwającego swoich wyrobników, ale marnych prowokacji wobec oponentów z innych partii. Wygląda na to, że Tusk rozumiejąc ogrom tragedii, w ramach polityki miłości, chce zostać bratem Jarosława Kaczyńskiego.
Głównym zadaniem jakie podjęli samorządowcy było przekształcenie sfery gospodarki komunalnej w taki sposób, aby usługi świadczone dotychczas przez państwowe przedsiębiorstwa, podnieść na poziom odpowiadający cywilizowanemu państwu, do jakiego przywykliśmy się zaliczać. Dzisiaj niewielu pamięta jak żałosny poziom usług był oferowany przez przedsiębiorstwa komunikacji miejskiej, utrzymania czystości w mieście, wywozu śmieci czy wodociągów i kanalizacji.
Od samego początku odpowiadałem się po stronie tych, którzy proefektywnościowych zmian upatrywali w demonopolizacji usług komunalnych przez podział dużych monopolistycznych przedsiębiorstw, wprowadzeniu konkurencji w realizacji tych usług poprzez dopuszczenie do rynku prywatnych podmiotów oraz tam gdzie to konieczne w oddzieleniu organizacji usług od ich realizacji. Od początku miałem możliwość współtworzenia i analizowania procesu przekształceń. Obserwowałem nieprzejednane stanowisko związków zawodowych z kwestii demonopolizacji, otwarcia rynku i prywatyzacji. Pamiętam jak związki zawodowe ręka w rękę z dyrekcjami monopolistycznych przedsiębiorstw komunalnych sprzeciwiały się wszelkim próbom podważenia ich dominującej pozycji. Pamiętam neofitów, którzy z „protestantów” występujących przeciwko przekształceniom i prywatyzacji, z czasem, uświadamiając sobie stopień determinacji samorządowców w kwestii urynkowienia usług komunalnych, stawali się żarliwymi wyznawcami rynku, widząc w tym możliwość dalszego awansu zawodowego lub utrzymania się na kierowniczym stanowisku. Pamiętam także metamorfozę tych, którzy od początku legitymizowali przemiany rynkowe, by z czasem, gdy od 1993 r. zaczęto doregulowywać gospodarkę przystosowywali się do nowych trendów, zmieniając się z „szalejących rynkowców” w potulnych urzędników, pozbawionych nie tylko jaj ale i rozumu. Obserwowałem proces prostytuowania koncepcji rynkowej gospodarki komunalnej poprzez zawieranie kompromisów, które w rezultacie wyrządzały tej sferze działalności gospodarczej więcej szkody niż świadczenie ich przez monopolistów. Do dzisiaj obserwuję ze zgrozą proces obsadzania stanowisk kierowniczych osobnikami, którzy jak w filmie Barei są „z zawodu dyrektorem”. Te palanty swoją indolencją potrafią udupić zakład lub zarząd w mieście A, po czym za porozumieniem stron (a jakże!) odchodzą, by już następnego tygodnia przystąpić do konkursu na analogiczne stanowisko w mieście B. W CV pewnie nawet mają referencje. Nikomu w mieście B do głowy nie przyjdzie zadzwonić do swojego kolegi samorządowca z miasta A z pytaniem, kto zacz ten Kowalski. Gładką gadką o niczym (kto tak naprawdę z urzędników z tzw. komisji konkursowej orientuje się w niuansach zarządzania) wygrywają konkursy, bo też i chętnych do zarządzania jednostkami budżetowymi wielu nie ma (wynagrodzenie 4-5 tys. zł na stanowisku dyrektora).
Tych, którzy byli bezpośrednio zaangażowani w proces najpierw reform a potem zarządzania gospodarką komunalną można podzielić na dwie grupy: wyrobników i intrygantów. Ci pierwsi mają koncepcję reform i zarządzania i wdrażają ją z pełnym przekonaniem. Jeżeli posiadają odpowiednie doświadczenie zawodowe i wiedzę, to do pełni szczęścia może brakować tylko odpowiednich kadr, bo w przeregulowanych zakładach i jednostkach budżetowych, za gówniane pieniądze, pracując w charakterze urzędnika a nie menedżera, nikt mający do siebie choć trochę szacunku pracować na dłuższą metę nie będzie. Ci o zacięciu menedżerskim biorą się więc za zlecenia lub pracują na uczelniach, częściej jednak odchodzą, pozostawiając schedę po sobie urzędnikom, którzy zamiast zarządzać administrują, doprowadzając do czarnej rozpaczy klientów usług komunalnych i usługodawców.
Procesowi zamiany zarządców na urzędników sprzyjają intryganci. To mendy albo bez stosownego wykształcenia, albo posiadający formalne wykształcenie kierunkowe, ale reprezentujący najniższy z możliwych poziom kultury osobistej, moralnej i nie posiadający umiejętności praktycznego zastosowania zakutej na studiach wiedzy. To osobnicy potrafiący awansować tylko poprzez demonstrowanie psiej wierności wobec tymczasowych przełożonych, kopanie podwładnych i w odpowiednim czasie wysadzenie swojego pryncypała. Takich skurnali w każdej jednostce liczącej 50-100 osób jest co najmniej kilku. W większych organizmach proporcjonalnie więcej.
PO formując się jako partia polityczna, jeszcze za czasów Olechowskiego i śp. Płażyńskiego, sprawiała wrażenie, że będzie partią formowaną oddolnie, spontanicznie, partią w której ludzie z koncepcjami i umiejętnością wdrażania tych koncepcji będą rej wodzić. Dla mnie osobiście było to o tyle istotne, że partia ta wydawała się być nastawiona zdecydowanie prorynkowo z zacięciem na deregulację gospodarki. Przy socjalistycznym zacięciu PiS i deformacji umysłowej jej prezesa, nie było więc dla mnie alternatywy. Dla jasności, Tuska od początku postrzegałem jako „gładkoustego”, ale premier ma posiadać dar dobierania sobie odpowiednich współpracowników, toteż liczyłem, że będzie dobierał sobie do współpracy ludzi trudnych, ale za to dobrych fachowców, którzy mają koncepcję i wiedzą jak ją zrealizować. Już po wyborach w 2007 r. widząc nędzę programową PO, która zamiast przygotować program z którym zmiotłaby PiS, opublikowała dzieło na poziomie studenta I roku prowincjonalnej uczelni wyższej, zapowiedziałem rodzinie: no, jak teraz to spierdolą to im się dobiorę do dupy na wszelkie możliwe i niemożliwe sposoby.
Ocenianie ludzi po wyglądzie może być krzywdzące. Ale od początku facetów typu Schetyny czy Chlebowskiego miałem za intrygantów. To najgorszy z możliwych typów. Etatowy działacz, jakich pełno nie tylko w partiach ale i np. w PZPN. Oni nie potrafią nic, poza pełnieniem funkcji działacza. W praktyce sprowadza się to do intryg pałacowych, wygrywania swoich przeciwko nieswoim, bez względu na to, że swoi to debile, a nieswoi mają coś sensownego do powiedzenia. A może właśnie dlatego. Debil, nie będąc w stanie nawiązać polemiki merytorycznej intryguje. Teraz PO zafundowała sobie na stanowisku kierowniczym kolejnego bezbarwnego osobnika, za to z całkiem nieźle rozbudzonymi ambicjami. Są też i wyrobnicy, którzy na ołtarzu popularności składają własne nazwisko, firmując coś, co w przypływie dobrego humoru (w przypadku aktualnego rządu) można nazwać reformami. Do nich zaliczam Boniego czy Kopacz, którzy w innych warunkach mogliby pewnie nieźle rozwinąć skrzydła.
Taka sytuacja nie jest tylko charakterystyczna dla PO. Także PiS ma swoich wyrobników (Poncyliusz czy choćby momentami Kowal) i intrygantów (Kurski, Brudziński, Kempa).
Zdaję sobie sprawę, że polityka w dużym stopniu to gra, podstęp, oszustwo i utrzymanie się przy władzy w partii to najczęściej gra nieczysta, nie fair. Ale miałem nadzieję, że partia które nie konsoliduje się wokół wodza, która powstała nawet z samej nazwy jako obywatelska, potrafi odmienić wizerunek polskiej polityki wprowadzając ją na tory państw cywilizowanych, narzucając określone standardy moralne, a przede wszystkim merytoryczne. Tymczasem mamy proces uwodzowienia PO i intryganctwa nie tylko usuwającego swoich wyrobników, ale marnych prowokacji wobec oponentów z innych partii. Wygląda na to, że Tusk rozumiejąc ogrom tragedii, w ramach polityki miłości, chce zostać bratem Jarosława Kaczyńskiego.
canned head - pozostałe wpisy
- 16 lipca 2010 r.
Polska jest najważniejsza, ale Polska to Ja!
Sezon ogórkowy w pełni, czego możemy doświadczyć czytając choćby Kontrowersje, które zaczynają przypominać Der Fakt. ->> - 13 lipca 2010 r.
Nieświeży oddech posła Brudzińskiego
Będąc parę dni temu nad jednym z kaszubskich jezior siedziałem w knajpie z niewiastą sącząc smętnie piwo. Przygrywała kaszubska kapela - ostatnie takie trio.->> - 18 czerwca 2010 r.
Zamienia stryjek siekierkę na kijek
Jarek czy Bronek. Oto dylemat dla części rodaków o fundamentalnym znaczeniu dla funkcjonowania państwa. Przyznaję, dla mnie też, tyle, że trzy lata temu.->> - 22 maja 2010 r.
Casting u canned heada
->> - 21 maja 2010 r.
PO - mistrzowe goli samobójczych
Piłkarze polskiej reprezentacji wyspecjalizowali się w przegrywaniu meczów w ostatnich minutach i strzelaniu bramek samobójczych.->> - 18 maja 2010 r.
Program polityczny Canned Heada, czyli jak Lepper może zostać prezydentem
Mógł Matka Kurka poprzeć Kaczyńskiego, może Cenned Head poprzeć Andrzeja Leppera.->> - 10 maja 2010 r.
Przebieranki
Kampania wyborcza nabiera pomału rozpędu. Stanowisko głowy państwa w Polsce jak wiadomo jest bardziej związane z celebrą niż z realnym procesem rządzenia państwem.->> - 9 maja 2010 r.
Zespół
Nie będę ściemniał. Komponuję i gram. I to całkiem nieźle. Mało tego znakomicie. To co przelewam na papier nutowy, a potem utrwalam w plikach, kładzie na łopatki niejeden zawodowy zespół.->> - 6 maja 2010 r.
Propozycja małego sondażu
Czy ostatni zwrot MK jest przejawem: • narcyzmu MK i uznania znacznej części użytkowników za lemingi, które każdy pogląd i każdą ocenę MK traktować będą z należytą powagą; ->> - 28 kwietnia 2010 r.
Si vis pacem para bellum
Jęczą. Noszą jeszcze żałobę i jęczą. Zbliża się nowe rozdanie więc jęczą. Jęczenie jako nowa twarz PiS. Los ciężko ich doświadczył, pogruchotał kręgosłup, ciężko się podnieść, więc jęczą.->> - 26 kwietnia 2010 r.
Promocja po polsku
Tłumy na ulicach, tłumy w, i przed lokalami. I tak przez całą sobotę i niedzielę: od rana, do wieczora.->> - 28 marca 2010 r.
Hagiografia czy biografia
Przeczytałem „Kapuściński non-fiction”. I co? I nico. Burza w szklance wody. Nie pierwszy i nie ostatni raz w Polsce. ->> - 16 marca 2010 r.
Cieszyć się czy bać?
„Inspektorzy skarbowi w 2009 r. wykryli przekręty na 2,4 mld zł. Poprawili wyniki o ponad 40%. Średnia wartość nieprawidłowości wykrytych przez jedną kontrolę w minionym roku wyniosła 239 tys.->> - 7 marca 2010 r.
Kontrowersyjnym Paniom na Dzień Kobiet. Zamiast goździka i pary nylonowych rajstop.
->> - 5 marca 2010 r.
Rozmowy z B.
Zenon był człowiekiem wierzącym. Wierzył w Boga, ale tak standardowo, jak większość przyznających się do wiary w tym kraju.->> - 27 lutego 2010 r.
Dziki kraj i dziczyzna
„Dzik jest dziki dzik jest zły dzik ma bardzo ostre kły Kto zobaczy w lesie dzika ten na drzewo prędko zmyka” Jan Brzechwa ->> - 25 lutego 2010 r.
On czyli ja cz.II
Rzuciłem okiem na aparat, szybko znalazłem odpowiedni przycisk, wybrałem funkcję „odtwórz” i...o w mordę. Na ekranie aparatu zobaczyłem Luksa i młodego. Coś mówili do kamery. To niemożliwe.->> - 25 lutego 2010 r.
On czyli ja cz. I
To była sobota. Jedna z niewielu kiedy mogłem nie robić nic, co też właśnie planowałem. Żadnych zajęć, żadnej pilnej czy dodatkowej roboty. Nic.->> - 22 lutego 2010 r.
Niedouczone sądy lub bezsilne państwo. Tak czy owak obywatel bierze w dupę
za onet. pl: ->> - 20 lutego 2010 r.
Małysz drugi!
Jak podaje austryjacka agencja prasowa zakończył się olimpijski konkurs na dużej skoczni. Kolejność jest następująca: 3 miejsce: Gregor Schlierenzauer 2 miejsce: Adam Małysz ->> - 19 lutego 2010 r.
Samotność szmaty
...”Czułem się jak szmata i do dziś na wspomnienie tych kroków na skróty, czuję się jak szmata.” ->> - 15 lutego 2010 r.
Szybki numerek
Ciągle mamy za mało czasu. Rozwój cywilizacyjny, rozwój nowych technologii skraca nam odległość, łączy kontynenty, a my ciągle mamy za mało czasu. ->> - 7 lutego 2010 r.
Zrób jedną rzecz, ale za to dobrze
Tak mi przez lata powtarzali starzy. Mieli powód. Gdzieś tak do 15 roku życia w sporcie próbowałem: judo, lekkiej-atletyki, karate i wioślarstwa.->> - 4 lutego 2010 r.
Zakochałem się
Zakochałem się! Tak! ->> - 27 stycznia 2010 r.
Czas sprowadzić Rzecznika Praw Obywatelskich na ziemię
To znalazłem na stronie RPO – 5 dni pracy biura RPO: ->> - 25 stycznia 2010 r.
Internet w każdym domu
cytuję za wp.pl ->> - 24 stycznia 2010 r.
Słowo na niedzielę (po południu)
W trosce o to żebyście miło spędzili niedzielne popołudnie, przeświadczeni, że żyjecie w nowoczesnym państwie, którego instytucje funkcjonują jak szwajcarskie zagarki - polecam: ->> - 24 stycznia 2010 r.
Łupaszko – czyli kolejna stracona okazja
12 marca 2010 r. przypada 100 rocznica urodzin mjr-a Zygmunta Szendzielarza ps. „Łupaszko”. ->> - 23 stycznia 2010 r.
Prawy do lewego czyli równouprawnienie
Pisałem właśnie kolejny tekst do Kontrowersji, gdy na monitorze zamiast zdania: ciekawe co ten idiota teraz zamierza zrobić, pojawiła się enigma: ik o tn iiot tr mir obi.->> - 22 stycznia 2010 r.
Rynek usług medycznych – propozycje zmian zgłoszone przez pacjenta (cz.III)
Na końcu pacjent – chociaż powinien być na początku bo to on ma być beneficjentem zmian. ->> - 22 stycznia 2010 r.
Rynek usług medycznych – propozycje zmian zgłoszone przez pacjenta (cz.II)
Propozycja PO zmierzająca do zmian po podażowej stronie rynku usług medycznych polega przede wszystkim na przekształceniu publicznych zakładów opieki zdrowotnej w spółki z o.o.->> - 21 stycznia 2010 r.
Jednak Migalski człowiekiem jest, jako i ja
Napisał dzisiaj Herr Migalski o swoich odczuciach podczas słuchania wyjaśnień Chlebowskiego. ->> - 21 stycznia 2010 r.
Rynek usług medycznych – propozycje zmian zgłoszone przez pacjenta (cz.I)
Przedstawione poniżej propozycje pochodzą od laika – pacjenta, proszę o tym pamiętać. Są one uproszczonym modelem funkcjonowania złożonego i skomplikowanego rynku usług medycznych.->> - 19 stycznia 2010 r.
Więcej kasy na służbę zdrowia? A po co?
Stało się. Dzięki temu, że wozak sobotniego kuligu był pozbawiony rozumu, wylądowałem w szpitalu po tym jak ważące kilkanaście kilogramów sanki przywaliły mi w nerki.->> - 18 stycznia 2010 r.
Szympans - Kobieta - Mężczyzna
http://niewiarygodne.pl/kat,1017181 Z tego co n->> - 18 stycznia 2010 r.
Jak wywidnować Lecha Kaczyńskiego w sondażach
"W porównaniu z sondażem z grudnia ubiegłego roku notowania prezydenta poprawiły się - poziom ocen pozytywnych wzrósł o 5 punktów proc., a negatywnych zmniejszył się o 3 punkty."(za onet.pl) ->> - 18 stycznia 2010 r.
10 przykazań dla Nikifora kierownicy (z objaśnieniami)
1.Skręcając w prawo lub w lewo będziesz włączał najpierw kierunkowskaz, a potem wciskał hamulec, a nie na odwrót. Objaśnienie: Kolejność czynności nie jest przypadkowa.->> - 17 stycznia 2010 r.
Biologia syntetyczna
Grupa biologów zamierza na nowo wynaleźć życie. Do stworzenia nowych organizmów jako budulec wykorzystuje geny zwierząt, roślin i bakterii. ->> - 15 stycznia 2010 r.
Barykada
Punkt widzenia, zależy od tego z której strony barykady się znajdujemy. Dlatego lubię czasami usiąść okrakiem na barykadzie, żeby wyrobić sobie własne zdanie. ->> - 9 stycznia 2010 r.
Jak jest zima to musi być zimno
Cały dzień tv dzisiaj katuje nas informacjami , że zaatakowała nas zima niczym hitlerowcy w 1939. I oczywiście nasze wojsko w postaci służb odśnieżania i transportu poległo, chociaż podjęło walkę. ->> - 9 stycznia 2010 r.
(sobie)Państwo prawa
Zacznę znowu od sprawy NFZ. Dostało się chłopinie jak za najlepszych czasów socjalizmu. Czytając portal „Kontrowersje”, miałem wrażenie, że oglądam TVN-24.->> - 8 stycznia 2010 r.
Daremne żale…bezsilne złorzeczenia
No i pożyczył Matka Kurka Prezesowi NFZ w Nowym Roku raka, ku uciesze gawiedzi i milczącym zgorszeniu reszty. ->> - 7 stycznia 2010 r.
Bękart w bagażu - to tylko wypadek przy pracy, czy część czegoś większego, nowego
Słowackim antyterrorystom najwyraźniej odjebało. Umieścili, w ramach ćwiczeń, w bagażach 9 pasażerów ładunki wybuchowe.->> - 6 stycznia 2010 r.
Stairway To Heaven
W muzyce, potocznie nazywanej, popularną wyróżniam dwa rodzaje utworów.->> - 3 stycznia 2010 r.
Duce wracaj!
"O wielkiej zmianie kanonów męskiej urody we Włoszech świadczy to, że coraz więcej mężczyzn decyduje się na powiększenie ust poprzez wstrzyknięcie botoksu.->> - 3 stycznia 2010 r.
Peter
Sopot miał swoich oryginałów. Nie, nie będzie to tekst o Prezydencie Sopotu i jego sprzedajnym ex-kumplu Panu J. ->> - 22 grudnia 2009 r.
Kazia wykłada karty
Kazia Szczuka u Lisa. Było o parytetach. Trafiła na kamień czyli Niesiołowskiego. Jaki jest profesor Stefan każdy jeden wie. Doprowadzał Kazię do białej gorączki.->> - 20 grudnia 2009 r.
Panie Rzeczniku Praw Obywatelskich
Już 47 osób zmarło od początku grudnia z wyziębienia, a Pan nie grasz larum, za pióro nie chwytasz, donosu do prokuratury nie piszesz?->> - 14 grudnia 2009 r.
Klient w odbycie
Piątek wieczór, dzwoni telefon. - Dobry wieczór. Dzwonię z telewizji (tu pada nazwa TV – sat należącej do pewnego koncernu medialnego). ->> - 11 grudnia 2009 r.
Zostaję stylistą
Nie będę ukrywał, wkurwia mnie moja praca coraz częściej. ->> - 9 grudnia 2009 r.
Przegiąłeś Kurka. Podaję cię do prokuratora.
Donos będzie brzmiał mniej więcej tak: ->> - 26 listopada 2009 r.
Niech będzie pochwalony pilot – krótkie reminiscencje polskiego telewidza
Motto: Kto ma pilota ten ma władzę. Większą niż premier i prezydent w jednym. Klik włączam TV i oto ukazuje mi się TVP 1. Reklama, więc – klik – i już obniżam wam efektywną oglądalność. He he. ->> - 25 listopada 2009 r.
Nie narzekać tylko uczyć się
Peter Weir, reżyser m.in. "Pikniku pod wiszącą skałą" czy "Pana i władcy" kręci film pt. "Droga z powrotem". Zaangażował znanych aktorów, m.in.->> - 9 listopada 2009 r.
Jak zawalić polskie sądy
Narzekamy, że w polskich sądach przewlekane są sprawy, że są sprawy ciągnące się latami, że sądy są niewydolne, że są do dupy mówiąc lapidarnie. ->> - 22 października 2009 r.
Zbieracze puszek po piwie i opakowań po papierosach
Socjalizm gierkowski uchylił nieco żelazną kurtynę i przez otwór do kraju zaczęły napływać dobra, które nazwano luksusowymi, a które w cywilizowanych krajach powszednimi były jak najbardziej. ->> - 20 października 2009 r.
Polska – państwo, które ma w dupie swoich obywateli, cz. VI i ostatnia – co zrobić.
Koniec cyklu. Popuszczam więc wodze fantazji i proszę zainteresowanych, w tym politologów, których analiz nie zwykłem z reguły czytać, o poradę co zrobić z polskim państwem.->> - 19 października 2009 r.
Być tatusiem
Francuzi coraz częściej korzystają z testów genetycznych za granicami swojego kraju, by sprawdzić, kto jest biologicznym ojcem dziecka - donosi dziennik "Le Parisien".->> - 16 października 2009 r.
Polska – państwo, które ma…cz.V – czyli jak słodko być idiotą
„How sweet to be an idiot” – Monthy Python. Wierzyć we wszystko, co ci mówią i obiecują. ->> - 15 października 2009 r.
Polska – państwo, które ma w dupie swoich obywateli, cz. IV
Media ->> - 14 października 2009 r.
Polska – państwo, które ma w dupie swoich obywateli, cz. III – czyli krótka rzecz o PZPN
PZPN nie jest instytucją państwową w potocznym rozumieniu tego słowa. Jest instytucją niezależną. W tym kontekście władze państwowe mogą im nagwizdać, co pokazał nie tylko sędzia Listkiewicz.->> - 13 października 2009 r.
Panie Canned Head pan może być złodziejem - czyli witajcie w Orange
Zachciało mi się założyć internet bezprzewodowy. Wioskowy człek jestem, linia telefoniczna daleko, a ja chcę być światowiec. Sprawdziłem co i jak, kto ma jaki zasięg i padło na Orange. ->> - 13 października 2009 r.
Polska – państwo, które ma w dupie swoich obywateli, cz. II
Kraj, ojczyzna, państwo. ->> - 12 października 2009 r.
Polska – państwo, które ma w dupie swoich obywateli, cz. I
->> - 1 października 2009 r.
Litości
Mam wrażenie, że powiązany z TVN przez grupę ITI portal onet ochujał już do reszty. Oto czytam: ->> - 1 października 2009 r.
Pan Wanna
Krótka rzecz o Zbigniewie Wassermanie. Prokurator z zawodu, z nadania Jarosława minister koordynator ds. służb specjalnych w rządzie Wielkiej Koalicji. ->> - 28 września 2009 r.
Hau hau niniejszym odszczekuję
Mędziłem, że Sejm zdaje się wylewać dziecko z kąpielą wprowadzając penalizację dla osób zajmujących się wytwarzaniem np.->> - 28 września 2009 r.
Jedno okienko
Obiecywali, obiecywali i się posrali.[1] A miało być tak pięknie, po europejsku. Jedno okienko do załatwiania wszystkich spraw.->> - 25 września 2009 r.
Emblematy faszystowskie zakazane
Sejm przyjął nowelizację kodeksu karnego. ->> - 25 września 2009 r.
„Lubię jak ludzie bałwanieją do kwadratu” – Józef Szwejk.
„Gdańscy radni potępili karę, jaką na Lechię Gdańsk nałożyła Ekstraklasa SA. Chodzi o 5 tys.->> - 24 września 2009 r.
Aby język giętki powiedział wszystko co pomyśli głowa*
Od dwóch dni zastanawiam się czy warto w ogóle pisać. Czy warto myśli zamieniać w słowa, a słowa przelewać do edytora tekstu. Dlaczego? Powód jest prosty. Bo nikt mnie nie rozumie! ->> - 21 września 2009 r.
Karnowski cz. II - czyli staczamy się po równi pochyłej
Inspiracją do tego wpisu jest wywiad rzeka z J. Karnowskim – prezydentem Sopotu, jaki przeprowadzili wiosną tego roku dwaj dziennikarze śledczy radia RMF. ->> - 16 września 2009 r.
Westerplatte broni się nadal
Jakoś tak rok temu rozpętano burzę wokół scenariusza nowego filmu o Westerplatte.->> - 14 września 2009 r.
Konkurs, konkurs, konkurs...
Ponieważ w regulaminie nigdzie nie ma napisane, że nie można twórczo zaadoptować metody zastosowanej przez innych autorów (w tym przypadku e-krakowskiego - pozdrawiam), a także po to ->> - 11 września 2009 r.
Trójmiasto zablokowane przez Grupę Wyszehradzką
Cytuję za portalem www.trójmiasto.pl. "Miała być zamknięta jedna ulica przy sopockim Grand Hotelu i nieczynny parking, a skończyło się zakorkowaniem niemal całego Trójmiasta. ->> - 9 września 2009 r.
Panie Premierze pan się nie słucha Matki Kurki – i co z tego, że nie wychodzi? Kogo to obchodzi.
Pan mówi w wywiadach, że Pan się przejmuje. A Pana koledzy z PO to potwierdzają: „Premier to człowiek uczciwy, bo tylko człowiek uczciwy potrafi się przyznać do błędu. (PR III dzisiaj)” ->> - 4 września 2009 r.
Polak potrafi ? Nie, nie potrafi.
Ostatnio namnożyło się tekstów o naszej martyrologii, o tym jak wbito nam w plecy nóż, jak nas sojusznicy wystawili do wiatru (w 1939, a potem w 1943, czy jak kto woli w 1945), jakie te ruskie są wred->> - 17 sierpnia 2009 r.
Edward Szorstkowłosy czyli witajcie w ułudzie socjalistycznego dobrobytu
Tekst będzie uzupełnieniem ostatnich tekstów . Uzupełnieniem subiektywnym jak najbardziej. Nie będzie analizy ekonomicznej i politycznej, tylko ocena 10 lat życia w gierkowskim perelu.->> - 31 lipca 2009 r.
Parytet
Naindyczył się nasz kurak, że panie to chcą równouprawnienia i owszem, ale póki co pamiętajcie chłopy, że dżentelmenami jesteście, więc równouprawnienie tak, ale bez negatywnych z tego tytułu dla nas ->> - 24 lipca 2009 r.
Fajna ta kanikuła tylko upał niektórym rzuca się na dekiel
Tytuły notatek prasowych ze spotkania Tuska z policjantami: wp.pl: Tusk do policjantów: Polacy są z was dumni. onet.pl: Tusk do policji: Polacy nie wybaczą wam braku odwagi. ->> - 23 lipca 2009 r.
Kanikuła znaczy się sezon na ogórcy
Sezon na ogórcy w pełni, tedy coś na poprawę nastroju w ten upalny dzień. I dla tych co pracują zamiast się lenić. Portal trójmiasto.pl ->> - 9 lipca 2009 r.
Rodzina słowem silna ? czyli jak Polak z Polakiem
->> - 15 maja 2009 r.
Karnowski
Rzecz będzie o prezydencie Sopotu. Będzie trochę faktów i trochę political fiction, bo jak każdy lubię sobie czasem pofantazjować i zwietrzyć tu i ówdzie spisek. ->> - 14 maja 2009 r.
Hodowla półgłówków
Polacy nie czytają gazet. To już wiemy. Ale czytają informacje zamieszczane w internecie. Wydawałoby się więc, że portale powinny dbać o mimimalny standard intelektualny.->> - 11 maja 2009 r.
Rosemann z wizytą bijąc się w pierś chuderlawą
Publicznie odszczekuję, bo publicznie naszczekałem. W głównej części, bo czas minał jakiś od polemiki.->> - 8 maja 2009 r.
Lepper i Guzikiewicz czyli medialno ? polityczna hodowla frankensteinów
Pamiętam jak na początku lat 90-tych ubiegłego już wieku, Leppera traktowano jak mało znaczącego półgłowka (i słusznie), folklor z zapyziałej dziury na pomorzu zachodnim.->> - 5 kwietnia 2009 r.
Fajny ten kraj ta Polska
XXI wiek, kraj w środku Europy, członek ? za przeproszeniem ? Unii Europejskiej. Polska. ->> - 23 marca 2009 r.
A może sztywny kurs walutowy? A może jeden światowy pieniądz?
Za nim odeślecie mnie do Tworek, Kocborowa lub na Srebrzysko (tu mam zdecydowanie najbliżej) pragnę nieśmiało zauważyć, że pomysł na jedną międzynarodową walutę ma już prawie sto lat.->> - 9 marca 2009 r.
Ignorancja jest wrogiem porozumienia ? Panu Norbertowi Lammertowi, Przewodniczącemu Bundestagu dedykuję.
W wypowiedzi dla Sueddeutsche Zeitung", Przewodniczący Bundestagu N. Lammert zwrócił się do prof.->> - 27 lutego 2009 r.
Straszą zasrańcy
Poniżej konkluzja wywiadu z dwoma dyrektorami banków obrabiających polską złotówkę. Dwa cytaty i dwa komentarze. ->> - 25 lutego 2009 r.
Chcem zarabiać wiencej i to jusz!
Polacy ? jak sobie czytam komentarze ? zgodzą się na euro pod dwoma generalnie warunkami: 1. Wymiana złotego na euro odbędzie po jak najkorzystniejszym kursie dla Kowalskiego i Nowaka ->> - 20 lutego 2009 r.
Wykrakalim?
Wczoraj matce napisałem: "A jak jutro JP Morgan Goldman-Sachs albo inne gówno ponowi grę tylko w większym kapitałem i zdołuje złotego to co? Będziesz odszczekiwał?" ->> - 16 lutego 2009 r.
Nie wierzę picownikom ? czyli o słabościach face liftingu PIS
?Z cyrkowej szkapy nie będzie rumaka choćby podkowy dać złote...? ->> - 5 lutego 2009 r.
Polemika (ale też i zgoda) z artykułem: Musimy ciąć wydatki i przesuwać inwestycje, żeby zrobić miejsce dla 150 miliardów długu.
"Uczitsja, uczitsja i jeszo raz uczitsja" Tak skazał towariszcz Lenin. ->> - 26 stycznia 2009 r.
Powrót zombie to znak, że nadchodzi kryzys
Ostatni wybory zmiotły ze sceny politycznej LPR i Samoobronę. Wyborcy swoimi głosami wysłali w polityczne zaświaty także narodowo-katolicki odłam PIS z Markiem Jurkiem na czele.->> - 23 stycznia 2009 r.
Nie boję się gejów, boję się o kryptogejów
Dostało się jakiś czas temu Palikotowi od Kazimiery Szczuki za wystąpienie w sprawie Prezesa Partii Iedynie Słusznej drogi, którego Palikot publicznie namawiał by ujawnił swoje preferencje seksualne.->> - 21 stycznia 2009 r.
Komisja ds Olewnika czy do spraw olewania prawa
Ma rację PSL mówiąc, że prace komisji mającej wyjaśnić sprawę zabójstwa K. Olewnika to będą igrzyska.->> - 19 stycznia 2009 r.
Kurski - czyli jak zmieszać z błotem w białych rękawiczkach
Było ostatnio o Palikocie, że cham, że obraża, że przekroczył margines bezpieczeństwa. De gustibus non est disputandum, czyli każdemu według jego gustu jakby powiedział tow. Lenin. ->> - 17 stycznia 2009 r.
Wróżenie z fusów czyli kochajmy analityków
Będzie o sztuczkach, czarach i magicznych zaklęciach, którzy niektórzy bezkrytycznie nazywają ekonomią, a które z rzeczoną niewiele mają wspólnego. ->> - 16 stycznia 2009 r.
PIS wraca do TVN czyli nihil novi
Straszył tu taki jeden, że jak Palikot się nie przymknie, to może być źle bo prezes i jego pretorianie na kursach PR byli i teraz jak się przeflancują na pałających miłością liberałów to źle będzie si->>


