Kościół Katolicki chce, aby Unia Europejska się rozwijała. Przynajmniej bp Tadeusz Pieronek tego chce. I, o dziwo, szansę na rozwój UE upatruje w przyjęciu przez nią Traktatu Lizbońskiego. Czy to prztyczek w nos polskich katolików z antylizbońskiej partii Libertas? A może gra toczy się o coś ważniejszego niż wykoszenie kandydatów jednego czy drugiego polskiego komitetu wyborczego?
"Prawdziwi katolicy" są zaniepokojeni procesem dechrystianizacji Europy. Przy czym w ich mniemaniu powrót do autentycznych chrześcijańskich korzeni gwarantuje jedynie doktryna Kościoła Katolickiego. Wystarczy, na przykład, przypomnieć co w swojej, skądinąd ciekawej książce, "Dysydent w państwie POPiS", pisze na ten temat sztandarowy polski polityczny katolik Marek Jurek. Nie on jeden zresztą ubolewa nie tylko nad tym, że w kolejnych projektach unijnych traktatów nie udało się umieścić odwołania do dziedzictwa chrześcijańskiego. Przejęci misją rechrystianizacji Europy katoliccy politycy "wojującym ateizmem" nazwali odrzucenie kandydatury Rocco Butiliogne'go na funkcję komisarza, po tym jak ten ujawnił swoje homofobiczne, czy jak je nazwał, zgodne z nauką KK, poglądy. Z przekąsem mówią o "rzekomo chadeckim" charakterze największej frakcji Parlamentu Europejskiego EPP-ED. Z tego powodu PiS swojego czasu z EPP wystąpił.
EPP-ED, jak wiadomo, ma dwóch kandydatów na przewodniczącego PE, Jerzego Buzka - protestanta oraz Mario Mauro - aktywistę katolickiej formacji "Comunione e Liberazione". Organizacji także aktywnej w Polsce, w której wydawnictwach można znaleźć wiele znamienitych nazwisk, takich jak Stanisław Dziwisz czy Joseph Ratzinger. I oto na naszych oczach toczy się dziwny kontredans wokół uzgodnienia jednego chadeckiego kandydata. Kim są główni gracze w tej zabawie? Tylko Donald Tusk i Silvio Berlusconi? A może układanka jest bardziej skomplikowana, i puzli ma znacznie więcej - pyta Sawa w swoim blogowym tekście "Czarne na czerwonym jeździ po.." Kolor czerwony przykuł uwagę blogerki ze względu na ciekawą rolę w tym kontredansie naszej sld-owskiej lewicy. Natomiast inny bloger, Laudate zastanawia się o czym też prezydent Lech Kaczyński mógł tak długo rozmawiać z Benedyktem XVI. Ciekawe pytania, nieprawdaż?

