Kontr-wersje na Nowy Rok


Zastanawialiście się kiedyś nad etymologią słów? Ja właściwie nie, do czasu, kiedy będąc dorastającą panienką nie natknęłam się w jednej z książek Małgorzaty Musierowicz na wyjaśnienie słowa „współczucie”.
Otóż jednej z bohaterek powieści współczucie kojarzy z litością, współczuje silniejszy słabszemu. Druga, zdumiona, tłumaczy, że współczucie to nic innego jak współ- czucie, współ-odczuwanie. Ta zdolność zrozumienia i przeżycia uczuć drugiego człowieka, to jedna z najpiękniejszych cech, jakie posiadamy, nie mająca nic wspólnego z litością. Współczucie, czyli możliwość porozumienia się na najbardziej głębokim poziomie, niezależnie od języka, narodowości czy też wszelkich innych różnic. Dzielenie się uczuciem.

Tak mnie wtedy oczarowała trafność i prostota tego wyjaśnienia, że od czasu do czasu zatrzymuje się nad jakimś słowem i staram się zobaczyć, co się pod nim kryje. Tytuł wskazuje na kontrowersje.

Kontrowersje- z czym się kojarzą? Kontrowersyjny film, poglądy, sztuka, postać. Kontrowersyjne, czyli prowokacyjne, obrazoburcze, śmiałe, nieszablonowe, a może po prostu wyraziste.
A przecież kontrowersja wzięła się od kontr-wersji. Od wersji przeciwnej do innej. Samo w sobie nic nie może być kontrowersyjne, jedna wersja musi być w opozycji do drugiej.
I tak, z jednej strony – wersji powinno być przynajmniej dwie, jeśli nie więcej, ale czym jest sama „wersja”? Poglądem, oceną, refleksją, wnioskiem. Nigdy nie może być faktem, fakt nie ma konkurencji, jest, jaki jest. Jedyne, co może podzielić fakt, to różna interpretacja.
Jednym słowem, kontrowersje to nic innego jak kilka różnych interpretacji tych samych faktów, często w opozycji do siebie, lub różniących się w szczegółach.
Co w tym obrazoburczego, skrajnego, prowokacyjnego? W zasadzie- nic.

Jako że na portalu kontrowersje jesteśmy…..
Pisuje tu od niedawna niejaki Essalam. W pewnym momencie odpuściłam sobie polemikę, bo zwyczajnie zabrakło mi kontr-wersji. Nie dlatego, że się z nim zgadzam- najczęściej wcale. Niemniej mam wrażenie, że na jego wersję faktów nie mam odpowiedzi. Na faszystowskich lewackich terrorystów jedyną odpowiedzią wydają się faszystowscy prawaccy terroryści, a we mnie wszystko się buntuje, kiedy mam operować słowami, które w moim pojęciu nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, czyli faktami.
O ile przypominam sobie znaczenie słów faszyzm czy też terroryzm, to nie ma miejsca na wersję, czyli ocenę faktów, tu ma miejsce tworzenie faktów, a właściwie mitów. Czy można polemizować?

Nawiązując do ostatnich nominacji na „ktosia i niktosia” roku- ma rację MK, przyznając „niktosia” Lisowi.
Ma rację, ponieważ rolą dziennikarza powinno być rzetelne przedstawianie wersji, nie zaś emocjonalne rozgrywki na błyskotliwe riposty.
Kiedy np. zaprasza się Kazimierę Szczukę i Stefana Niesiołowskiego do dyskusji o parytetach, to, przy całym szacunku dla tej pierwszej i antypatii dla tego drugiego, jest to tylko organizowanie wesołej zabawy w remizie, ku uciesze gawiedzi. Oczywiście, widzowie dostaną emocje- na widok Szczuki ktoś może warknąć „lewacka szmata (np. Essalam), zaś na widok Niesiołowskiego „katolicki beton” (np. dorola).
Tyle że ja spodziewałabym się raczej zaproszenia do studia socjologów, politologów, statystyków, może psychologów, może nawet nauczycieli. I bardzo bym chciała, żeby ci wszyscy mądrzy ludzie, przestudiowawszy uprzednio temat, powiedzieli, jak w krajach, w których parytety wprowadzono, zmieniła się scena polityczna? Mało- scena polityczna. Czy zaczęto proponować jakościowo inne ustawy, czy zmieniły się polityczne priorytety, czy kobiety w tych krajach poczuły się bardziej dowartościowane, ale i odpowiedzialne? Czy może zauważono zmiany w podejściu nauczycieli do wyszczekanych dziewczynek, które przecież mogą zostać ministerkami albo parlamentarzystkami?
Czy wyborcy chętniej głosują na kobiety, mając większy wybór , czy też nie- i jak to motywują?
To są znakomite opinie, wersje, interpretacje na temat faktów, to jest też faktyczna baza dla wyrobienia sobie poglądów, a nie tworzenia mitów na podstawie sympatii bądź antypatii do gości zaproszonych do studia.

Skoro już zahaczyłam o MK, wróćmy na własne portalowe podwórko. Przyznaję, niewiele rzeczy tutaj tak bardzo mnie irytuje, jak nieustające nazywanie gejów pedałami i tropienie, kto nim jest, kto nie jest i w jakim towarzystwie mamy pojawiać się w portalowej tańcbudzie. To pierwsze, jeśli dobrze rozumiem, ma być kontrowersyjne i przeciwko politycznej poprawności, to drugie- a przynajmniej mam taką nadzieję- ma być osobliwą formą niepoprawnego politycznie żartu.
Mnie, przyznaję, to męczy. Coraz mniejszą mam ochotę pisać w dusznym klimacie, i to nie dlatego, że nie potrafię równie ostro odpowiedzieć. Potrafię, tyle, że nie na temat, na który chciałabym pisać, nie na temat, bo dla mnie nie ma tematu, nie ma kontr-wersji.
Uporczywe pisanie obraźliwego określenia ludzi o homoseksualnej orientacji jest bowiem dla mnie kontr-wersją bycia przyzwoitym człowiekiem. Posługując się faktyczną przeciwną wersją „pedał” musiałabym napisać- jesteś gruby i brzydki. Czy to jest moja wersja tego samego faktu- oceniania ludzi wg własnych kryteriów, tego, na co można sobie pozwolić w publicznym dyskursie na jakikolwiek temat? Nie, dlatego mogę to albo ignorować, czując się byle jak, albo próbować protestować, albo przestać obracać się w towarzystwie, które mi nie odpowiada. Nie chcę i nie potrafię, przynajmniej na dłuższą metę, polemizować metodami, które nie mają nic wspólnego z faktami, mają natomiast to do siebie, że eskalują. Najbardziej prawdopodobną wersją wydarzeń będzie to, że ja nazwę Essalama prawicowym debilem, on mnie lewacką szmatą, MK ochrzczę starym wieprzem, a dostanę w zamian skretyniałą feministką. Jednym słowem, zamiast oceny faktów, obrzucimy się kontrowersjami wyobrażeń o sobie nawzajem, a pożytku z tego nie będzie żadnego.
Lewacki terrorysta będzie wyłącznie kontrowersją zdrowego rozsądku, pedał kontrwesją dobrego wychowania, tak samo stary wieprz, a rozmowa Szczuki z Niesiołowskim kontrowersją popijawy w Mieszkowicach Dolnych, z tą różnicą, że na większą skalę.

Opisałam trzy przykłady, a mogłabym tysiące:). Nie mam nic przeciwko gorącym dyskusjom pod kreską, a i nerwy czasami ponoszą, ale upraszam, na ten Nowy Rok, o pisanie własnych kontrowersji, a nie o opisywanie własnych fobii, uprzedzeń, mitów czy złośliwości. Siebie też upraszam, oczywista.





dorola - pozostałe wpisy



Subskrybuj zawartość