Bardzo cierpię z tego powodu, że E=mc2, ból jest nie do zniesienia

Prześlij dalej:

W top 10 nie lubianych przeze mnie rzeczy, osób i zjawisk, poczesne miejsce zajmuje szantaż emocjonalny. Rzecz wyjątkowo irytująca, czasami bywa zabawna, innym razem żałosna. Podam przykłady do każdej kategorii szantażu emocjonalnego. Szantaż emocjonalny zabawny. Udowodnij, że mnie kochasz – powiedział wybranek do wybranki wkładając rękę pod jej bluzkę. Szantaż emocjonalny irytujący. Wiesz, ja w ogóle mam wątpliwości, czy ty mnie kochasz albo przynajmniej szanujesz, bo gdybyś mnie kochał nie jadłbyś kurczaka palcami, o co cię wielokrotnie prosiłam – powiedziała dama do prostaka. Szantaż żenujący. Jak mi nie pozwolicie jechać z Piotrkiem pod namiot, to się zabiję – powiedziała jedynaczka do rodziców. Mniej więcej chyba się zgadza? Istnieją jednak takie szantaże emocjonalne, które są jednocześnie żałosne, irytujące, zabawne i w swojej złożoności ciężko kwalifikowane. Najpierw rozniosło się po Radiu Zet, a za chwilę po internetowych portalach i mediach przetoczy się cierpienie Izabelli Sariusz-Skąpskiej, której chce się krzyczeć na widok zgniecionej puszki i pękniętej parówki. Jezu słodki, cóż za dęta trauma, żałosna, irytująca, śmieszna. Jestem więcej niż pewien, że mój ostry komentarz, a nie zamierzam się w żadnym miejscu ograniczać, ponieważ szantaż jest czymś, co z złożenia wyrywam z korzeniami, wzbudzi mieszane uczucia, nawet wśród tych ludzi, którzy są bardzo emocjonalnie związani z ustaleniami wyśmiewanych naukowców. Pewność bierze się stąd, że tak właśnie działa szantaż emocjonalny, jak sama nazwa wskazuje, ale jest też nadzieja, że po wyjaśnieniu mechanizmu działania, nie mnie się oberwie lecz szantażystom.

W szantażu emocjonalnym chodzi o to, żeby swoim położeniem emocjonalnym wymóc zachowania na innych, które to zachowania wydają się absolutnie niezwiązane z cierpieniem szantażującego. Innymi słowy rzecz w tym, że szantażujący chce osiągnąć konkretny cel nie mający żadnego związku z zastosowanym środkiem. Normalnie żona mówi do męża – jak mnie kochasz to mnie nie zdradzaj, to mnie nie bij, to mnie nie upokarzaj, to mnie wysłuchaj. Tak wygląda zdrowa relacja emocjonalna, natomiast toksyna emocjonalna odnosi się do wymuszania postaw. Jak nie chcesz, żebym cierpiała to powiedz, że jesteś podłym gnojem, durniem, psychopatą. I ten ostatni akt emocjonalnego szantażu jest idealną ilustracją wyczynów, jakimi popisuje się Izabella Sariusz-Skąpska, bo Paweł Deresz to wyższa, esbecka szkoła szantażu. Nie słyszymy od emocjonalnych szantażystów prostej prośby związanej z uszanowaniem osobistych decyzji i opinii, ale jesteśmy zmuszani, by zaakceptować ich żądania, ze wzglądu na stan emocjonalny żądających. Gdybym usłyszał od Izabelli Sariusz-Skąpskiej, że ona sobie nie życzy, aby formułować zdania generalizujące: „wszystkie rodziny smoleńskie są bardzo wdzięczne Antoniemu Macierewiczowi”, uznałbym tę prośbę za coś oczywistego i nikt nie musiałby mnie do odpowiednich zachowań zmuszać. Wystarczy zwykła logika i kawałek myślenia, aby takich, rzeczywiście naruszających spokój duszy, opinii nie wygłaszać. Jednak nic takiego nie słyszę i jak sądzę wielu innych wsłuchujących się w szantażujący ton wypowiedzi Izabelli Sariusz-Skąpskiej, również usłyszeć nie zdoła.

Mamy jasno powiedziane albo przestaniecie pokazywać pękające parówki i zgniecione puszki albo ja się… no właśnie tutaj trzeba się domyślać, co „ja się”. Na razie Pani Izabelli Sariusz-Skąpskiej chce się krzyczeć, moim zdaniem zakrzyczeć, bo ona sięgnęła płytkiego źródła wiedzy, Gazety Wyborczej, i nie zrozumiała, że puszki z parówkami nie są żadnym „dowodem na zamach”, tylko zwykłą popularnonaukową ilustracją, która na dwudniowej konferencji zajęła może 3 minuty. Pani Izabella Sariusz-Skąpska nie była łaskawa zapoznać się z „przedmiotem cierpienia”, ale ze swoim cierpieniem poszła do mediów, bo chce się jej z braku wiedzy krzyczeć. Droga Pani, mnie również chce się krzyczeć i cierpię nieludzko, kiedy widzę ofiary medialnej głupoty, usiłujące wymóc na mnie odpowiednie zachowania, ale to jeszcze nie znaczy, że się zabiję, jeśli Pani nie przestanie udzielać wywiadów Gazecie Wyborczej. Każdy ma prawo cierpieć z dowalonych powodów, Pani cierpi na widok pękniętej parówki i zgniecionej puszki, co mi do tego, proszę się nie ograniczać. Nie umiem w tej sytuacji pomóc i ulżyć cierpieniu, ale słyszałem, że na cierpienie krzyk jest dobrym lekarstwem. Proszę śmiało wykrzyczeć jak bardzo pani cierpi z powodu wyżej wymienionych popularnonaukowych ilustracji obrazujących siły natury i prawa fizyki, tylko niech Pani, z łaski swojej, jednocześnie nie zatyka swoim cierpieniem ust innym cierpiącym.

Proszę mi wierzyć, że są ludzie, którym chce nie tylko chce się krzyczeć, ale wyć gdy widzą, jak funkcjonariusze medialni, nie mający pojęcia dlaczego pęka parówka, a tym samym nie mający pojęcia jak ośmieszyć i zamknąć usta naukowcom, sięgają po wypowiedzi cierpiących członków rodzin smoleńskich i robią sobie z nich i ze swoich czytelników jaja. Widok jest prawie nie do zniesienia, ale żył sobie z tego powodu podcinał nie będę. Niech sobie Gazeta Wyborcza robi wywiady z kim chce i jak chce, jednak uczestnicy takich przedsięwzięć muszą wziąć pod uwagę, że produkcją emocjonalnych szantaży narażają się na śmieszność, irytację i żałość. W wywiadzie udzielonym przez Panią Izabellę Sariusz-Skąpską mamy komplet zachowań i jeszcze do tego pogardę dla wiedzy, nauki, przyzwoitości. Mam w związku z pogardą małą ściągę popularnonaukową dla intelektualnie ograniczonych mediów i cierpiących na brak wiedzy. Ściąga podpowie jak zachowywać się przyzwoicie lub chociaż nie zachowywać się żałośnie. Pewien nienawistny pseudonaukowiec wszedł do wanny, z której wylała się cześć wody i na tak marnych przesłankach ogłosił światu prawo fizyczne, które nazwano, od jego nazwiska, prawem Archimedesa. Inny szaleniec siedział pod jabłonią i w pewnym momencie spadło mu na głowę jabłko, na tej podstawie żenujący osobnik zakomunikował światu, że istnieje coś takiego, jak przyciąganie ziemskie. Krążą plotki, że śmigłowiec zbudowano na podstawie obserwacji skrzydeł komara. Najwięksi wariaci hodują myszki, szczury i szympansy, na których testują rozmaite i potencjalne zachowania organizmu, a nawet umysłu ludzkiego. Wielu ludzi przyjęło te rewelacje z radością, niektórzy nawet krzyknęli „eureka”, ale zgodzę się, że do dziś są tacy, którzy z powodu naukowych odkryć dokonanych za pomocą prostych obserwacji z życia codziennego cierpią i to bardzo długo, bo od czasu szkoły podstawowej.

6
38541 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

49 (liczba komentarzy)

  1. amen

  2. avatar

    Mam nadzieję, że nie wiem co piszę i nie mam pojęcia, co widzę, ale napiszę i pokażę, co widzę.

    Zdjęcie pierwsze pokazuje kadr z paralotni
    lotnia.jpg

    Zdjęcie drugie to satelita i jak widać, nie bardzo pasuje jedno do drugiego

    sat.JPG
    Ale wystarczy obrócić zdjęcie w lewo, czyli zmienić perspektywę i mamy taki oto widok

    lotnia2.jpg

    Nie wiem czy nie popełniam tu jakiegoś żenującego błędu, ale jeśli nie popełniam, to mamy błąd profesorów z USA i to niestety taki elementarny.

  3. avatar

    Nie wolno polegać na wzroku i ufać temu co się człowiekowi wydaje. Niezależnie, czy jest to zdjęcie satelitarne czy mikrofotografia z mikroskopu konfokalnego. Liczy się tylko i wyłącznie, czy dana informacja miała szansę przebić się przez filtr zdolności rozdzielczej maszyny. Jeżeli zdolność rozdzielcza nie pozwala rzutować dwóch osobnych punktów jako dwóch różnych pikseli, to nie ma najmniejszego znaczenia to, co nam sie wydaje. Gdu patrzę na zdjęcia, które przywołujesz, to nawet dostrzegam tam rozmyty krzaczek. No i co? I nic. Nie ma możliwości, żeby wiotkie gałązki o średnicy 15-20 cm były widoczne z ostrymi (SIC!) krawędziami, przy rozdzielczości pikselozy circa 0.5 m. Tak więc spokojnie. Na tyle, na ile pracowałem przy mikroskopach, mogę powiedzieć, że Twoje odczucia są typowe, to znaczy, często człowiek bardziej chce coś zobaczyć, niż coś rzeczywiście widzi. Podobnie z kątami i perspektywą. Fotki, które pokazałeś może wyglądają podobnie, ale nie mogą byc uznane za tożsame (inne kąty, inne cienie, inna rozdzielczość, inna optyka, inne potencjalne abberacje, inne potencjalne deformacje obrazu cyfrowego, inna pora dnia..... etc). Diabeł tkwi w szczegółach, które są niewykrywalne dla ludzkiego oka i których weryfikacja wymaga benedyktyńskiej pracy. Tak więc spokojnie. Metodologicznie Cieszewski jest przekonywjący, a to co prezentuje też nie wygląda na drukowanie wyników. Oczywiście zawsze jest ryzyko, że gdzieś popełniono błąd, tylko żeby w ogóle móc cokolwiek podważać, trzeba wiedzieć o czym się mówi, a to z kolei wymaga przeprowadzenia całej serii analiz od początku do końca. Ergo, pół roku pracy kilkuosobowego zespołu specjalistów. Na tym etapie, jeżeli nikt nie wykaże Cieszewskiemu zuchwałego/nieudolnego fałszerstwa, to jego praca jest niefalsyfikowalna.

  4. avatar

    Tak, dokładnie tak to widzę i przyjmuję te wszystkie argumenty. Również we łbie mi się nie mieści, żeby to mogłoby być takie proste - na oko i chłopski rozum. Rozumiem metodologię Cieszewskiego. On "nie patrzył" na zdjęcie, ale zrobił "negatyw" z obiektu i potem pikselizację, czyli wyodrębnił "kwadraciki" obrazujące brzozę. Następnie przyłożył do zdjęcia satelitarnego, oczywiście wcześniej przygotował sobie szablon z punktem odniesienia na budę, żeby łatwiej znaleźć miejsce na mapie. Przyłożył kalkę i piksele idealnie wskoczyły na mapę. Teoretycznie nie ma możliwości się walnąć, ale sam Cieszewski mówił, że najważniejszy był dla niego rzut z paralotni i to mnie niepokoi, bo po prostym zabiegu oczy wychodzą na wierzch.

    Przekonuje mnie, że to typowe otępienie dla laika, a ja dodatkowo mam defekt, który się nazywa brak orientacji przestrzennej, zawsze z tym miałem problem. Jest jeszcze jedno spostrzeżenie przeczące mojej ślepocie, mianowicie jak porównać tę "niby brzozę" z satelity, to na oko wydaje się dużo większa w stosunku do budy, niż brzoza ze zdjęcia lotniarza, która na tle budy jest dużo mniejsza. No i ten argument, że nie może być widać gałęzi w takiej rozdzielczości również jest cholernie mocny. Wkleiłem ten poprzedni komentarz, bo coś mnie cięgle gniecie. Mam nadzieję, że to tylko moja wrodzona i nieuleczalna upierdliwość.

  5. avatar

    To ma nawet swój fachowy anglizm: "peer review", i jest jak najbardziej naturalnym procesem wyłuskiwania niedociągnieć, uchybień i braków. Co do rzutu z paralotni, to rzeczywiście to było kluczowe, bo przy braku jakichkolwiek wiarygodnych koordynatów GPS dla brzozy, jedynym możliwym rozwiązaniem było znalezienie dodatkowego punktu odniesienia (budy) i określenia jej lokalizacji na zdjęciach satelitarnych. To teoretycznie jest banalne, natomiast technicznie i obliczeniowo to musiał być koszmar (różne zdjęcia, różne proporcje, różne kąty....), a ilość poprawek jakie Cieszewski musiał brać pod uwagę jest wręcz niewyobrażalna. I to tutaj, przy mozolnych przeliczaniach matematycznych, a nie przy prostym przekręceniu zdjęcia o 90 stopni, szukałbym możliwej pomyłki. Tylko jeszcze raz, taką pomyłke trzeba umieć znaleźć i udowodnić, że Cieszewski z kolegami się rypnęli. A to z kolei wymaga co najmniej takiej wiedzy i doświadczenia jaką mają panowie z University of Georgia. Dodatkowo, w momencie opublikowania tych wyników w jakimkolwiek szanującym się branżowym czasopiśmie naukowym, Chris będzie mógł pokazać środkowy palec całemu temu usłużnemu tałatajstwu.

  6. avatar

    Te fotki z paralotni są z Anatomii Updaku, czy jeszcze skądś indziej?

    Ja właśnie odpaliłem Anatomię - całkiem inna pora dnia i roku wygląda
    ...i brzoza bardziej prostopadło do kanciapy leży.
    Brzoza
    http://youtu.be/HQRWr5pnZyI?t=9m27s

    To oczywiście kwestia perspektywy, ale jeśli zdjęcia pochodzą z różnych dni - możliwe, że ktoś przestawił lub samo się osunęło. Kolejna sprawa - nie zgadza mi się rozłożystość korony tej 'nowoodkrytej' brzozy.

    Co do zdjęć satelitarnych, warto też porównać:

    1. Bing maps: http://binged.it/1c5epQf
    (pochodzą z kwietnia 2010, ale nie jestem pewien - przed, czy po)
    Narzędzie do datowania:
    http://wiki.openstreetmap.org/wiki/Bing_imagery_analyzer_for_OSM

    2. A tu za 25$ można kupić zdjęcie z 5 IV:
    http://bit.ly/16ad9L0
    (od biedy, żeby mieć nieco lepszy podgląd, można 
    preview kliknąć)
    "Brzoza Cieszewskiego" to jest jasny biały punkt pod kanciapą.
    Wygląda też, że obiekt dość mocny cień rzuca.

    ________
    EDIT:

    Jeśli wysilić wyobraźnię, można jednak ujrzeć, że na obu zdjęciach z lotni jest ta sama pozycja brzozy:
    - ona leży na ukos od rogu kanciapy w płaszczyźnie XY.
    - dodatkowo jest ukośna w 3. wymiarze (czyli od pnia do ziemi)

    Oglądając fotki podświadomie rzutuje się ten obraz na płaszczyznę ziemi (XY) - spłaszczając ten trzeci wymiar. Stąd wrażenie, że jest ona 'w poprzek' w każdej perspektywie (tzn.bardziej niż w rzeczywistości).

  7. avatar

    Napisałem do Profesora Cieszewskiego i ku mojemu zaskoczeniu natychmiast odpisał. Jeśli dobrze zrozumiałem wstępnie ocenił, że perspektywa jest do bani i obiecał przesłać szersze wyjaśnienia.

  8. avatar

    Ten 3. wymiar wszystko miesza - dodałem swoje spostrzeżenia w poprzednim poście.
    Liczę, że opublikujesz jego odpowiedź, kiedy nadejdzie :)

  9. "Na moje oko", po przejrzeniu zdjęć z Twoich linków i maps.google - swoją drogą wyglądają na rozdzielczość 10cm/piksel (nie wiem, czy to z satelity, czy lotnicze), to Kurce dobrze się wydaje, że to, co wygląda na powaloną brzozę, to nią w rzeczywistości jest i Ford Perfect ma rację http://ford.sal... . Trzeba pytać o "na wtaroj krug ..., na wtaroj krug". Dobranoc.

  10. Tak jak Jaco zajmowałem się trochę analizą obrazów biologicznych, mikroskopowych oraz densytometrią blotów.

    Potwierdzam, odróżnianie sygnału od tła i wyodrębnianie struktur na granicy rozdzielczości to benedyktyńska robota dla systemu analitycznego i analityka z wieloletnim doświadczeniem. Żeby sfalsyfikować wyniki  Chrisa, potrzebne są zarówno systemy komputerowe co najmniej tak dobre jak w U of Georgia, jak i specjaliści.

    Również uważam, że jeżeli był błąd, to w selekcji punktów odniesienia. I bardzo się cieszę, że najpierw była prezentacja na dwóch konferencjach, a dopiero potem publikacja... bo na recenzentów można wpłynąć.

  11. ZestawiłemTwoje fotki obok ale nie bardzo rozumiem o co chdzi z tym błędem.
    Możesz wytłumaczyć:
    lotnia.jpg

    Rozpatrywane przez Chrisa miejsce to wg mnie  własnie to miejsce, własnie tak wyprowadził ten swój szablon.

  12. brzozy, bo jest specjalistą od biometrii a wypadków lotniczych, jak lasek. http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14846070,Lasek__Jak_cos_zdementujemy_to_zespol_Macierewicza.html#BoxWiadTxt

    No takie niestety było zadanie królika laska, opóźnić ofensywę oraz pomóc rozproszyć siły przeciwnika. Resztę mieli wykonać funkcjonariusze. Swoją drogą twierdzenie, że lasek ma specjalistów od badania katastrof lotniczych....

  13. Manipulacja, tak to się nazywa. Odnośnie gry emocjami i stresu opowiem anegdotę z życia wziętą. Otóż mój kumpel popadł w narkomanię i wylądował w monarowskim ośrodku. Metody tam używane są powszechnie znane więc nie będę się rozpisywał. Raz w tygodniu odbywała się społeczność, na której załatwiano sprawy związane z leczeniem (psychodramy) i innymi aspektami pobytu w ośrodku (przepustki, przejście na następny etap leczenia...). Przyjmowano również nowych pacjentów, którzy musieli wyjawić co i ile brali, dlaczego popadli w nałóg i takie tam bzdety. Raz przyjmują pewnego kolesia i on na pytanie jednego z pacjentów: co było przyczyną wejścia w nałóg odpowiedział, że stres. Na to zerwał się lider, zawisł nad tym kolesiem jak jaki sęp z rozpiętymi ramionami i zaczął się drzeć, ale tak z grubej rury: stres? teraz to dopiero kurwa twoja mać będzie stres, teraz dopiero poznasz co to jest kurwa stres!!!

    No, więc ja bym tej dzidzi zafundował właśnie taką terapię. Chce ci się wyć? To wyj kurwa twoja w d******* mać!!! Wyj durna dziwko!! Jedź w Bory Tucholskie i wyj!!!!

  14. http://www.wpro...

    Chris przy prezentacji  podał kilka nazwisk, m.in Deepak Mishra.  Tenże jegomość dementuje jakoby  wspópracował z Chrisem.

    http://bi.gazet...

    MK miał rację ostrożnie podchodząc do tematu. Prośba taka -  skoro już masz kontakt z  prof  Cieszewskim,  zapytaj  go o tego  naukowca który  się odciął.

    PS. Podobno  tydzien przed konferencją w Polsce  - profesor  mial prezentację gdzies w Luizjanie - w  języku  angielskim,  ciekawe  czy w tej prezentacji  również padło  nazwisko naukowca  który teraz  sie odcina.

    PS2.  Po  przetlumaczeniu  w/w maila z Imielskim Deepak przyznaje  że wie, że  Chris pracowal  nad  change analysis ( czyli wypadkami / różnicami pomiędzy  zdjęciami ?-  tylko czy  tym  wypadkiem ? - ktoś  to potrafi  lepiej  przetłumaczyc?  )  oraz  cała negacja jak ja rozumiem Deepaka, odnosi się do pomocy w zbudowaniu teorii Chrisa a nie do oceny pomiarów / obliczeń  czy oceny  zdjęć satelitarnych. (  Chris mowił, że udał się po potwierdzenie swoich  obliczeń do innych  specjalistów )

  15. Jak zwykle niezawodna Gówno Prawda wystosowała listy do uczelni, na których pracują naukowcy oraz do nich samych. W jednym przypadku nastąpiło zaprzeczenie, ale samej treści listu nie znamy, nie jesteśmy również tłumaczami. Wygląda więc na to, że pozostali uczeni potwierdzili to co mówił prof. Chris Cieszewski.

    PS. Autor tego maila to Roman Imielski, który razem z innym asem GW rozpowszechniał kłamstwo: "jak nie wyląduję, to będę miał przechlapane".

  16. "Istotnie nazwisko Mishry znajduje się w programie II konferencji smoleńskiej. Jednak każdy kto wysłuchał wykładu Cieszewskiego na konferencji może łatwo się przekonać, że ten uprzedził o zmianach, które w nim zaszły (również w tytule).

    - Autorstwo jest inne niż było oryginalne. Głównie ze względu na to, że wyniki były tak drastyczne, żeśmy po prostu postanowili, że musimy mieć najlepszych na świecie ekspertów. W związku z tym zaczęliśmy szukać innych  - powiedział Cieszewski podczas swojego referatu i wymienił nazwiska osób, które uczestniczyły w jego pracach , określając ich jednymi z najlepszych na świecie w dziedzinie fotogrametrii."

    Widzisz tam nazwisko Deepak Mishra? Taka jest właśnie "gówno prawda" z koszernej:-)
    Całość tutaj: http://www.rp.pl/artykul/459542,1059991-Cieszewski-klamie-wedlug-Gazety-Wyborczej--Sprawdzilismy.html

  17. avatar

    Panie i Panowie, prowadzę korespondencję z Profesorem Cieszewskim i na jedno uczulam. Profesor nawet do takiego laika jak ja pisze, tak jak piszą naukowcy. Po prostu analizuje każdą krytyczną uwagę i w najmniejszym stopniu nie odrzuca z góry, chociażby tego, co mu wysłałem, tylko krok po kroku wskazuje słabe punkty, ale też zwraca uwagę na rzeczy, które wymagają głębszej analizy.

    Jeszcze raz podkreślam, że tak do tej analizy trzeba podejść okiem naukowym, a nie publicystycznym. Gra toczy się o maksymalną stawkę i takie pieprzenie "koniec tematu brzozy" może się skończyć, ale wielkim płaczem. Mam pełne zaufanie do Profesora Cieszewskiego, trzeba jednak pamiętać, że ta analiza jest "neurochirurgią", mówimy o niezwykle precyzyjnej robocie, gdzie nie brakuje pułapek. Trzeba je po prostu zweryfikować zanim zrobią to "eksperci" z GW.

  18. notorycznie powtarza kłasmtwo, że prof. Chris Cieszewski jest ekspertem ZP. Dziś usłyszałem to już kilka razy. Może by tak podesłać tę informację profesorowi? Ja wiem, że jest inaczej, ale na części widzów TVN24 takie uporczywe powtarzanie kłamstwa wywoła wrażenie, że Rońda = Cieszewski. Bo o to chyba chodzi tym medialnym aparatczykom?

  19. avatar

    Od takich pierdół to jesteśmy my, a nie prof. Cieszewski. Nie wiem jak to się stało, ale Profesor, ku mojemu pełnemu zaskoczeniu, zna kontrowersje.net i publikowane teksty, więcej nawet, gdyby nie odległość skorzystałbym z zaproszenia Profesora, co już całkowicie mnie osłupiło. Ale te wszystkie splendory i pierdoły z TVN24 trzeba odsunąć na bok. Jak podejrzewam prof. Cieszewski ma setki maili w swojej skrzynce i nie będę nadużywał Jego czasu. Poprosiłem o krótkie, punktowe argumenty pokazujące, że "brzoza google" nie jest brzozą właściwą. Parę punktów już jest, resztę mam nadzieję otrzymać.

  20. avatar

    jak padnie główny zarzut merytoryczny, że tytułujesz  p Cieszewskiego profesorem, a on tylko zwykły doktor jest i kudy mu tam to profesora Artymowicza.

  21. Kiedyś podniosłem taką kwestię, że gdyby w PiS-ie mieli jaja to powinni wprowadzić stały monitoring TVN24. Wyłapywać kłamstwa i żądać sprostowań. Niestety nic takiego się nie dzieje. I takim właśnie sposobem Sobieniowskiej maci uszło na sucho łgarstwo, że gimnazja wprowadził PiS. Faktem powszechnie znanym jest, że gimnazja weszły od września 1999 roku, a PiS w tamtym czasie jako partia jeszcze nie istniał. Dysponuję tym nagraniem, wrzuciłem je na YT, zapewne zaraz będzie zablokowane, oglądać 3:38.

    Było też o tym tutaj:
    http://wpolityce.pl/artykuly/35381-pyszne-tak-to-robi-tusk-vision-network-by-dowalic-kaczorowi-powstanie-gimnazjow-ktore-pis-chce-zlikwidowac-przypisuja-pis

  22. Że ruszy na niego azjatycka dzicz. Nie sądzę, że można cokolwiek podważyć w jego analizie,
    Przyjechał, żeby zyskać- nie miliony czy durne wielbicielki, ale zwyczajną mołojecką sławę? Jeśli targnie dwoma państwami, z tego jednym mocarstwem- warto?
    Może też ryzykuje, przedawkowanie polonu, na przykład.
    Znajomość Twojego bloga też sugeruje, że nie jechał w ciemno. Przynajmniej w obstawie zorientowanych politycznie asystentów.
    Potraktowanie tego Psikuty z Polsatu- CC wiedział, że może sobie pozwolić.
    Ktoś większy od PO potrząsa tym wszystkim.

  23. Różnica między zaprzeczaniem Szeląga i Rzepy o braku TNT i "cząstkach energetycznych", który miał miejsce 30 października (został zdementowany przez Artymiaka i ...Szeląga 5 grudnia w sejmie), a "zaprzeczaniem" tezom Cieszewskiego jest gigantyczna.
    NPW została 5 grudnia złapana na kłamstwie (Bóg Jedyny raczy wiedzieć dlaczego nie poszły wtedy do prokuratury powiadomienia o kłamstwach Ireneusza Szeląga) i przyznała się co naprawdę pokazały spektrometry, natomiast teraz nie wyleźli z nory lecz jedynie na stronie wydali oświadczenie, które im podważył szef SmallGIS Antoni Łabaj (wyobraźcie sobie co by było, gdyby nie istniały media pozarządowe - za Łabaja gratulacje dla Karnowskich). Czyli sytuacja jest już zupełnie inna. Wiadomo, ze od poniedziałku trwa gorączkowe poszukiwania po polskich uniwersytetach ludzi od fotogrametrii i zdjęć satelitarnych - nie znaleziono nikogo kto szybko by to podważył. Po TNT rok temu, na drugi dzień był facet od materiałów wybuchowych i przerażonej służbistce Żochowskiej z TVP Info pokazywał ile cukru w cukrze. Teraz nie ma żadnej odpowiedzi, Setlak został wziety za fachmana, a wczoraj Konradziu Piasecki zaczął pytać Laska jakim cudem mogły pod brzozą zostać śmieci po przelocie 5 metrów nad nimi potężnego samolotu.

    a) Satelita wykonując zdjęcie nie pomyli południa z północą czy wschodu z zachodem, nie obróci też kierunków i np. nigdy północ nie stanie się wschodem.
    b) Punkty odniesienia akurat tam (działka wystraszonego Bodina) są tak charakterystyczne dla pozostałego obszaru, że nie da się tego pomylić. Można "walnąć" się jedynie w odległościach, ale w tym przypadku na drodze od budy do brzozy mamy jedynie wątłe samosiejeczki.
    c) Punkty odniesienia dla zdjęć 5, 11 i 12 kwietnia są te same i takie same - jeśli Chris z zespołem walnęliby się 5.04 to ten sam błąd zostałby powielony takze 11 i 12 kwietnia.
    d) Po prezentacji jedyne czego się obawiałem (szczekania psów gończych nie liczę, bo to bardziej śmieszne niż groźne) to dwóch rzeczy:
    - czy nie pomylili daty zdjęcia
    - czy nie dostali sfabrykowanego gówna (ale to raczej i tak odpadało, bo oznaczałoby ten sam ew. "fałsz" 26 stycznia oraz 11 i 12 kwietnia)

  24. avatar

    Przyznaję, że mi trochę bije w dekiel, pewnie ze względu na stawkę. Dlatego piszę do ludzi, żeby mnie wyleczyli z lęków. Poprosiłem o kontakt Marka Dąbrowskiego i zgłosił się bardzo szybko. To jest człowiek, któremu też wiele zawdzięczamy, właściwie to On zainteresował Cieszewskiego badaniem, no i zrobił wiele dobrego samodzielnie. Zobaczymy co odpisze. Problem polega na tym, że ja ten amatorski zabieg wykonałem, bo nie mam pojęcia, co innego laik może zrobić. Niestety ludzie polegają na tym co proste i widoczne, konieczne jest więc wyjaśnienie, że tutaj młotkiem i przecinakiem analizy się nie zrobi.

  25. WItam wszystkich.
    Jako laik dopasowałem szablon używany przez Ch. Cieszewskiego do innych ujęć na których można go dopasować do zarysu dachu "daczy" Bodina. Dopasowania dokonałem z pomocą programu GIMP, uzywając opcji zmiany perspektywy, czyli kręciłem szablonem dopóki zarys szablonu nie pokrył się z zarysem dachu.

    Czarne linie- szablon Ch. Cieszewskiego

  26. avatar

    No i to jest zabieg, który już z całą pewnością można nazwać "dupa blada". Mam odpowiedzi paru ludzi z różnych dziedzin wiedzy i wszyscy mówią jedno. Mamy tu do czynienia z porównaniem 3D i 2D, czyli z porównaniem mapy i globusa. Błąd na starcie, z którego wynikają kolejne błędy. Zdjęcie satelitarne jest czymś w rodzaju przerobienia globusa na mapę i to jest robota precyzyjna, nie dla Gimpa i Painta. Przykładanie kalki 2D do kalki 3D, to nieporozumienie mniej więcej takie samo, jak porównywanie trójkąta z ostrosłupem.

  27. Problem w tym, ze Ch. Ciszewski z zespołem, tworząc szablon, przeszedł z 3D na 2D. Czyli ustalił wzajemne położenie dachu szopy i pnia brzozy w płaszczyźnie poziomej. Mając poziomy dach i poziomy szablon, operuję w 2D, dostosowując tylko perspektywę. 
    Że to działanie sensowne przekonałem się na innym zdjęciu, na które do szablonu Cieszewskiego dołożyłem szablon zaproponowany przez blogera FordaPrefecta. To ten czerwony romb.
    Trafia idealnie w pień brzozy.

  28. avatar

    To nie jest problem Chrisa Ciszewskiego, bo on wie, jak przełożyć jedno na drugie i widzi wady tego przełożenia, to jest problem analityków "na oko". Jeden argument mogę zdradzić już teraz. Proszę porównać proporcje brzozy do bud ze zdjęcia motolotniarza, z proporcjami na zdjęciu satelitarnym. To akurat gołym okiem widać, że "dupa blada".

  29. Tylko co jest brzozą na zdjęciu satelitarnym. Sam Cieszewski na prezentacji w sejmie przedstawiał dylemat, który z dwóch jasnych punktów przedstawia pień. Do rozstrzygnięcia posłużył się odległością od czubka pnia do rozwidlenia gałęzi. I tu, kryje się jego błąd- załozył, ze ujęcie paralotniarza robione jest z punktu bezpośrednio nad sterczącym pniem. Tymczasem paralotniarz był na południe od pnia, wystąpił błąd paralaksy skracający dystans między czubkiem pnia a rozwidleniem gałęzi. Gdyby mierząc ten dystans sprawdził jednocześnie odległość między widocznym czubkiem pnia a rogiem szopy ( powinno być 10,5 m), zdałby sobie z tego sprawę.  

  30. avatar

    Ano właśnie co jest brzozą na satelicie?! Tutaj jest klucz i temu służy metodologia zastosowana przez 5 profesorów. Według ich metodologi obiekt "brzoza google" ma się nijak do obiektu "brzoza właściwa". Siła tej metodologi polega rónież na tym, że "brzoza google" na tak zwane oko jest duzo większa w stosunku do budy, niż brzoza właściwa. I tego żadna perspektywa nie zmieni.

  31. Zakończmy więc na tym wyznaniu wiary w autorytety- że zbiór pikseli w obrębie prostokąta jest brzozą właściwą. Choć na ujęciach prezentowanych powyżej, żadnej brzozy w tym prostokącie nie ma. Ale, jak zaznaczał Cieszewski, brzoza w pewnych warunkach może stac się niewidoczna na fotografiach. Chyba z takim przypadkiem mamy do czynienia. A to co na tych ujęciach widzimy jako brzozę, jest złudzeniem...

  32. "Widać osobnika na czubku brzozy ?" Odpowiedź jest banalnie prosta: ano widać, chłopa z kijkiem.

  33. avatar

    czy chłopek z kijkiem to nie YHK

  34. Może jeszcze jedno zdjęcie, tym razem bez żadnych szablonów. Pamietajmy, że brzoza właściwa leży prawie prostopadle do osi podłużnej baraku Bodina, a jej wierzchołek celuje w widocznyz lewej narożnik szopy .

  35. Odrosły?

  36. avatar

    Czyli zapominamy, że proporcje się nie zgadzają, tylko mamy kolejne zdjęcie, które może i celuje, ale pokazuje też, że: to co na satelicie widać jako zarys połamanego drzewa, to na zdjęciu rzeczywistym są gałązki i średnicy od 5 do 15 cm, czyli ABSOLUTNIE ŚLEPE dla satelity. Tutaj działa prosta matematyka, nie kombinacje. Wielkość "brzozy google" ma się nijak w proporcjach do budy. Z kolei to, co po prostu fizycznie nie jest możliwe do obejrzenia na satelicie, to wklejający obraz z satelity uznają za rozgałęzienie. Właśnie od takich rzeczy są spece, którym jak dotąd nikt nie podskoczył. Sam mam wątpliwości, ale dziś jestem pewien, że "chłopski rozum" tu nie poradzi. Metodologia Cieszewskiego nie została podważona, ba, nawet nie ma odważnego, który w ogóle by się chciał za to wziąć. Mówię oczywiście o fachowcach tej rango, co Cieszewski.

  37. Czyli to co widzimy, nie jest brzozą dla satelity, tak orzekło 5 profesorów.
    Brzoza jest tam, gdzie jej nie widzimy
    Wszystko jasne..
    Mógłym prosić adres mailowy Cieszewskiego ? Wysłał bym mu te fotki...

  38. avatar

    Cieszewski te fotki ma. 5 Profesorów nie orzekło, tylko podało metodologię i przeprowadziło badanie, które wskazało lokalizację brzozy. Nauka to nie celowanie ołówkiem w Gimpie. Mam propozycję dla wszystkich domorosłych oglądaczy zdjęć satelitarnych. Idźcie sobie na spacer wybierzcie jakieś charakterystyczne obiekty o średnicy 1metra i potem spróbujcie odnaleźć je na mapie. Jak się uda, porozmawiamy o obiekcie 0,5 metra, a potem o 15 cm. Póki co patrzycie na mapę i "widzicie" gałęzie o średnicy 5 cm, bo to chcecie to widzieć.

  39. Pójdą i znajdą - http://goo.gl/m... - hint: jakaś część map Google to zdjęcia lotnicze.

  40. avatar

    10 razy większa skala niż maksymalne powiększenie dla "brzozy google". Co to oznacza? Ano na przykład to, że porównując to co wkleiłeś ze zdjęciem "brzozy google" ludzie musieli by mieć około 9 metrów wzrostu. Zmiejsz sobie w byle jakim programie to zdjęcie 10 razy i spróbuj rozpoznać cokolwiek.

  41. Jest sens dyskutować z kałmukopodobnym (chłop z ...), który na s24 chce amielina użyć do lokalizacji pnia brzozy 

  42. Napisałem niedawno na chatrollu, że skoro widać konary i gałęzie to wygląda, że zdjęcia (satelitarne lub lotnicze [pytanie retoryczne - czy Ruscy pozwolili by latać im na lotniskiem wojskowym]) muszą mieć rozdzielczość nie 0,5m/piksel tylko 0,1m/px - podejrzewa się, że taką rozdzielczością dysponują satelity wojskowe. Czyli co? - na dzisiaj wynika, że "brzoza google" to iluzja złamanej brzozy? I wyznawcy "pancernej brzozy" "modlą się" do tej iluzji? EDIT: bo mapa jest ze zdjęć z satelit 0,5m/px

  43. Chłopki nie pierdulta tu u Kurki, bo smród się za duzy po Was roznosi, a tu kulturalny portal jest.  
    Czytałem te Wasze wypociny na salonie i powiem tak, dajta chłopy już spokój, trochi kultury,

  44. Decydują wyborcy, te głąby.
    Zrozumiano?
    Jak wątpliwości zasiać wśród motłochu?

  45. avatar

    że chłopek dokonał konwersji kijkiem.
    PO co te uczelnie i profesory te urządzenia i obliczenia kiedy byle jakie chłopki z kijkami mogą rozwiązać wszystkie nasze problemy.

  46. Są na niej wszystkie wypadki z udziałem Tu-154 różnych wersji (B,M), różnica polega na rodzaju zamontowanych silników, a co za tym idzie masie samolotu i udźwigu.
    http://aviation-safety.net/database/dblist.php?field=typecode&var=475%&cat=%1&sorteer=datekey&page=1

    A tu zdjęcia z wypadku, operator Cubana, miejsce katastrofy Mexico City.


    Link do podstrony: http://aviation-safety.net/database/record.php?id=19910914-0

  47. avatar

    na pierwszej fotce to chyba ten kawałek burty , który tak pięknie umuty i odmalowany został pokazany jakko dowód jak to porządnie się zajmują wrakiem na lotnisku.

  48. Anegdotka ku przestrodze domorosłym "analistom" zdjęć cyfrowych.

    Na dużym polskim uniwerku pewien profesor uczący od lat histologii i biologii komórki prowadził z tejże histologii wykład, i omawiał histogenezę oka.

    Na podstawie zdjęcia mikroskopowego wyszczególniał poszczególne warstwy oka: twardówka, rogówka, ciało szkliste, ciało rzęskowate, etc.

    Pech chciał, że pod zdjęciem w języku lengłydż było napisane "Haematoxilin stained cross-section through the cartilage of the ear".

    Sapienti sat.